Na skróty

1 stycznia 2017

Wózek biegowy czy przyczepka? A może jedno i drugie? Thule, a inne bolidy

   Rok 2016 był dla mnie przełomowy pod wieloma względami. Zmianami, które nastąpiły w moim życiu mógłbym spokojnie obdzielić dekadę. Jednak w tym poście nie chciałbym podsumowywać minionych 366 dni. Chciałbym skupić się tylko na jednej rzeczy. Otóż w mijającym właśnie roku zacząłem przygodę z wózkami dziecięcymi.
   Pierwotnie post ten miał dotyczyć tylko i wyłącznie wózka / przyczepki Thule Cougar. Jednak prościej i rzetelniej będzie jeżeli wspomnę tutaj o wszystkich trzech wózkach z jakich korzystałem bądź korzystam do dziś.
   Jeszcze zanim na świat przyszedł Mieszko czekał na niego bolid - Safety 1st Ideal Sportive. Wózek reklamowany jako sportowy przeznaczony do długich spacerów oraz biegania z dzieckiem. Rzecz jasna bieganie z gondolą raczej nie wchodziło w grę. Trzeba było poczekać aż Mieszko zacznie siadać i będzie mógł jeździć w pozycji przodem do kierunku jazdy.

   Nie będę ukrywał, że nim Maluch się urodził starałem się jak najdokładniej zgłębić temat wózków biegowych. Safety 1st Ideal Sportive choć wg zapewnień producenta był wózkiem dla biegaczy to w moim odczuciu nadawał się bardziej do okazjonalnego truchtu w parku niż wyjścia na trening. Po godzinach spędzonych na różnych portalach miałem swoje dwa typy - BOB Ironman oraz produkty Thule, dlatego niezmiernie się ucieszyłem kiedy dostałem propozycję przetestowania przyczepki Thule Cougar.
   Sprzęt dostałem we wrześniu, kiedy Mieszko miał 7 miesięcy. Wraz z przyczepką dostałem specjalny hamaczek, który umożliwiał utrzymywanie dziecka w pozycji półleżącej. 
   Nie jestem specjalistą w dziedzinie wózków dlatego nie będę pisał o tych wszystkich rzeczach, o których można przeczytać na stronie producenta. Jako biegacz i świeżo upieczony tato zwróciłem uwagę na kilka rzeczy i na nich się skupię.
   Przede wszystkim koła. Wielkie, pompowane koła. Tego w S1IS brakowało. Zresztą nawet Qerido Sportex, z którego korzystam obecnie nie do końca zadowala mnie pod tym względem. O ile ma duże, pompowane koła boczne o tyle przednie przypomina to z Safety 1st. Pokonywanie jakichkolwiek przeszkód jest o wiele łatwiejsze z kołem takim jak w Thule, aczkolwiek nie sprawia to, że wózek jest szczególnie skrętny. Choć takie rozwiązanie zapewne przekłada się na większe bezpieczeństwo. Jednak przyzwyczajenie się, że każdy, nawet najmniejszy manewr zmusi nas do uniesienia koła, zajmuje nieco czasu. Zresztą nawet później, na bardzo krętych ścieżkach, potrafi to trochę denerwować. Na szczęście producent zadbał o bardzo dobre wyważenie sprzętu. Aby unieść koło wystarczy jedynie delikatnie nacisnąć w dół rączkę.
   Pakowność - to też jest duży plus Thule'a. Do żadnego innego wózka nie udało nam się włożyć tylu rzeczy co do niego. W Safety 1st choć kieszonek jest dużo to są dość małe. Z kolei Qerido ma nieco większą kieszeń, ale za to chyba tylko jedną. W Cougarze można zaś wrzucić rzeczy zarówno do specjalnej torby (składanej) oraz do kieszeni siatkowej. Wiele razy nie braliśmy plecaków i torebek, bo wszystko wchodziło do wózka.
   Jeżeli zaś chodzi o amortyzację to w Thule mamy takową regulowaną. W Qerido oraz Safety 1st jest aczkolwiek nie można jej dopasować do masy dziecka. Ale nie ma co się czarować - na naszych gruntowych, kamienistych drogach na Kaszubach, w przypadku każdego z tych wózków, w wielu miejscach musiałem unieść tylne koła do góry i delikatnie przeprowadzić Mieszka do najbliższego w miarę równego fragmentu :)
   Ważnym aspektem jest też łatwość upchnięcia wózka w aucie. Tutaj najkorzystniej wypada chyba Safety 1st, który wystarczy złożyć jedynie na pół. W przypadku wózków od Thule i Qerido należy także odczepić koła co zajmuje... dodatkowe 15 sekund :) Tak naprawdę montaż i demontaż tych wózków jest banalnie prosty i zajmuje minimum czasu. Każdy z nich bez problemu zmieści się w większości bagażników. My swoje wkładaliśmy nawet do Fiata Brawo :)
   Komfort - no właśnie skupiłem się na aspektach technicznych, a nie wspomniałem jeszcze o najważniejszym czyli o komforcie Malucha w trakcie jazdy! Nie wiem jak inne dzieci, ale Mieszko był zachwycony Thule'em dzięki wielkim bocznym ściankom, przez które mógł oglądać krajobraz. Dodatkowo są one przyciemnione dzięki czemu nie raziło go słońce. Radość na jego twarzy podczas pierwszej przejażdżki była cudowna! Naprawdę może to być dla kogoś pierdoła, ale dla nas to był jeden z największych plusów. 
   Zarówno w przypadku Thule'a jak i Qerido zastosowano przednią osłonkę z siatki - na cieplejsze dni oraz foli (przyciemnionej) - na dni chłodniejsze. Oba wózki mają też krótsze osłonki z materiału chroniące przed słońcem. Na ich tle słabiej wypada Safety 1st, który z racji swojej budowy rzecz jasna owych osłon nie posiada.
   O wygodę i stabilność dbały pasy bezpieczeństwa podszyte grubszym, miękkim materiałem w miejscu kontaktu z Maluchem. Sam poziom bezpieczeństwa dodatkowo podniesiony jest przez aluminiową konstrukcję będącą czymś na wzór klatki ochronnej w samochodzie.
   A jak przy tym wszystkim wyglądał mój komfort? Początkowo bałem się, że podczas biegania z Cougarem będę zahaczał nogami o wózek. Nic z tych rzeczy. Biegnie się z nim naprawdę wygodne. Sam wózek jest też niezwykle lekki dzięki czemu pchanie do nie stanowi większego problemu ani znacznego obciążenia. Oczywiście cudów nie ma i  w przypadku długich podbiegów albo dłuższego biegania mogą pojawić się dodatkowe bolączki, ale chyba nikt nie oczekuje, że może być inaczej.
   W przypadku Thule'a oraz Qerido ciekawą opcją jest także przyczepka rowerowa! Dzięki Thule Cougar razem z Mieszkiem i Patrycją pokonaliśmy rowerami dziesiątki kilometrów. Na pierwszej przejażdżce chyba więcej czasu patrzyłem się za siebie niż przed siebie - taki byłem zdenerwowany. Jednak niepotrzebnie - połączenie wózka z rowerem jest naprawdę bezpieczne. Jedynym minusem było to, że za każdym razem musieliśmy rozkładać folię, aby nie sypać do środka brudu spod tylnego koła.
   Podsumowując Safety 1st był naszym pierwszym dość typowym wózkiem dla Malucha i na dzień dzisiejszy nie jest już używany. Zdecydowaliśmy się korzystać z wózka, który możemy zabrać na spacer, na trening biegowy a także, w razie potrzeby, także doczepić do roweru. Nie mam wątpliwości, że Thule jest swego rodzaju Mercedesem wśród wózków/przyczepek. Czy jest drogi? Wg mnie tak, ale chyba nikt nie spodziewał się, że Mercedes będzie tani. Ja na dzień dzisiejszy korzystam z Qerido Sportex wierząc, że sprosta moim oczekiwaniom i będzie zbliżony do Thule'a.
















1 komentarz:

  1. Zdecydowanie jedno i drugie. Ja teraz nie mogę sobie wyobrazić życia bez przyczepki. Jak trzeba gdzieś podjechać to nie muszę ciągnąć samochodu tylko wkładam dzieci do przyczepki i jedziemy. Mam nordic caba i nie narzekam sprawuje się dobrze. Jadąc na wakacje taka przyczepka też jest niezbedna.

    OdpowiedzUsuń