Na skróty

10 sierpnia 2019

Przyjmuję ten wynik z uśmiechem - relacja z Cyklo Pelplin 2019

Fot. Klub Kolarski Pelplin
   Pelplin, Pelplin i po Pelplinie, a tym samym dla mnie już w zasadzie po całym Energa Cyklo Cup 2019, gdyż dzień przed startem w Kartuzach będę się bawił na weselu siostry. Jednak póki zabawa to wróćmy jeszcze do wyścigu.
   Po deszczowym Lęborku, słynnym podjeździe pod Sobieńczyce, jeszcze słynniejszym pod zbiornik nieopodal Gniewina czy uznawanym za najtrudniejszy wyścig cyklu - Cyklo Strzepcz, przyszło nam rywalizować w Pelplinie. W Pelplinie, którego trasa uchodziła za najłatwiejszą. Żadnych znaczących podjazdów, większych trudności - stół. I to z dość dobrym asfaltem. Organizator ostrzegał jedynie przed wiatrem, ale już po zameldowaniu się w Pelplinie było widać, że ten również nie powinien dawać się we znaki.
   Tym razem, zupełnie inaczej niż na każdy dotychczasowy start, na Kociewie pojechałem sam. Cała rodzinka wyjechała na Warmię, a ja miałem dołączyć po zawodach (dodatkowo motywacja, żeby uwinąć się jak najszybciej :).

26 czerwca 2019

Weryfikacja formy na "Miłoszewo wall" - relacja z Cyklo Strzepcz 2019

   Między wyścigami w Krokowej i Gniewinie był tylko tydzień odpoczynku. Dopiero po Gniewinie nastąpiła dłuższa przerwa od ścigania w ramach Energa Cyklo Cup 2019. W moim wypadku był to miesiąc bez jakiegokolwiek ścigania. Po Gniewinie zapakowałem Zippy w pokrowce, założyłem treningowe Mavic'i i... No właśnie - chciałem napisać, że trenowałem, ale po 7 latach na biegowych szlakach wiem, że trening to ściśle określone jednostki mające dać konkretny cel. W związku z tym ciężko nazwać moje jeżdżenie treningiem, ale jeździłem, jak na mnie - sporo jeździłem. A co z tego jeżdżenia wyszło miał zweryfikować Strzepcz.

27 maja 2019

W końcu dotarłem do Chwaszczyna na kultowe RONDO

   Jak tylko przed rokiem zacząłem interesować się rowerem natknąłem się na informacje o ustawkach na rondzie w Chwaszczynie. Pamiętam, że jak tylko zacząłem się wciągać z kolarstwo chciałem się od razu tam wybrać. Jednak na początku zawsze coś mi wypadało, a później po rozmowach ze znajomymi, którzy tam byli oraz po sprawdzeniu Stravy pomyślałem, że póki co to chyba nie jest dla mnie miejsce. Niespecjalnie interesował mnie wspólny dojazd do fotoradaru w Tuchomiu. To nie Gravelondo, że jak odpadnę z jednej grupy to dojadę z kolejną. Rondo to trening w formie wyścigu. W dodatku pojawia się tam cała lokalna śmietanka. Postanowiłem, że plany pojawienia się w Chwaszczynie odłożę na jakiś czas.
   Prawdę mówiąc wcale nie planowałem wybrania się do Chwaszczyna w ostatnią sobotę. Chciałem polatać po Kaszubach z Sylwkiem, ale niestety - praca. Chłopaki ze Startu Kartuzy też mieli inne plany, a dystans 130 kilometrów z Grzebykiem niespecjalnie mi się widział. No więc jak wyczerpały się wszystkie inne możliwości, w sobotę rano zdecydowałem się jednak na Chwaszczyno. Ponad rok czasu to odkładałem - wystarczy. 

26 maja 2019

Próba możliwości - relacja z Cyklo Gniewino 2019

   Początkowo miałem tą relację połączyć z relacją z Cyklo Krokowa, której wciąż nie napisałem. W końcu oba były rozgrywane niemalże w tym samym miejscu, w odstępie zaledwie tygodnia. Jednak te wyścigi tak bardzo się od siebie różniły, tak skrajnie inne emocje mną targały na obu, że po prostu nie wypada tego wszystkiego wrzucać do jednego wora. Krokowa musi poczekać, a dzisiaj opowiem Wam jak to było z tym Gniewinem.
   Tydzień wcześniej podjazd pod Sobieńczyce był zapowiadany jako typowy eliminator i weryfikator formy - długi i trudny. W Gniewinie zaś miał czekać podjazd również trudny, ale za to krótszy. Mi osobiście Sobieńczyce całkiem przypadły do gustu, dlatego za cholerę nie spodziewałem się, że Gniewino okaże się tak trudne! Jednak po kolei.
   W tym roku już niemal tradycją staje się, że na zawody jeździmy w trójkę - z Moniką i Mieszkiem, dziewczyny trzymają kciuki w domu. W dodatku zabieramy też dwa rowery - jak tato jeździ Młody szlifuje formę pod czujnym okiem cioci Moni.

13 maja 2019

Sztywność i wszechstronność w przystępnej cenie - test kół karbonowych VINCI Rapid

   Już nie tylko za oceanem możemy obserwować boom na zdrowe życie. Także u nas, nad Wisłą, ludzie coraz chętniej dbają o to co jedzą, częściej się ruszają, uprawiają sport. Oblężenie przeżywają imprezy biegowe a także kolarskie. Chciałbym napisać, że w górę idzie też poziom sportowy, ale to nie zawsze prawda. Jednak na pewno sytuacja sprzętowa się poprawia. Dzisiaj nawet w amatorskim peletonie nie brakuje rowerów, których wartość odpowiada wartości niezłego auta. Karbonowe ramy? Naturalnie. Elektroniczne grupy osprzętu? Jak najbardziej. Karbonowe koła? Nie inaczej. I to właśnie o tych ostatnich chciałbym napisać kilka zdań.

30 kwietnia 2019

Wyścig prawdziwych SK***ELI. Kropka- relacja z Cyklo Lębork 2019

   Dziewiąta zasada kodeksu Volominati mówi:
Jeśli jeździsz w złych warunkach atmosferycznych, to znaczy, że jesteś dobry skurwiel. Kropka.Jazda w ładnej pogodzie jest luksusem zarezerwowanym na niedzielne popołudnia i szerokie bulwary. Ci, którzy jeżdżą w okropnej pogodzie, czy to zimnie, deszczu lub skwarze, są członkami specjalnego bractwa kolarzy, którzy w poranek wielkiej przejażdżki/ważnego wyścigu, podnoszą zasłony, by sprawdzić pogodę i, widząc padający z nieba deszcz, pozwalają kąśliwemu uśmiechowi rozciągnąć się na ich twarzy. To jest kolarz, który kocha tę robotę.
   I kierując się tą zasadą śmiało można powiedzieć, że niedzielna inauguracja pomorskiego cyklu Cyklo Cup należała do dobrych s***. Od dłuższego czasu synoptycy zapowiadali opadu deszczu w weekend, dlatego nikogo nie powinien zaskoczyć widok z okna w niedzielny poranek. Niemniej cytując klasyka - niby człowiek wiedział, ale jednak się łudził. 

18 kwietnia 2019

Szczęśliwa siódemka - relacja z Grand Prix Amatorów na szosie #1 Olsztyn 2019

   Mija mniej więcej rok od czasu, gdy wyciągnąłem swój rower i postanowiłem zastąpić nim bieganie. Do tej pory wszystko było "pierwszy raz". Teraz już taryfa ulgowa się kończy. Mam za sobą pierwszą wiosnę, pierwsze letnie starty. Sezon 2018 zamykałem jesienną jazdą indywidualną na czas. Zimę zaś spędziłem mocno przełajowo. Zdobyłem jakieś tam doświadczenie i przede wszystkim materiał do porównań. Za rok czy dwa pewnie trzeba będzie spuścić kurtynę milczenia na to co robiłem w roku 2019, ale dzisiaj wydaje mi się, że dzięki ubiegłorocznemu przetarciu wiem co i jak zrobić żeby wycisnąć choć trochę więcej z tej swojej jazdy. Żeby wskoczyć na kolejny stopień kolarskiego wtajemniczenia. Jasne, przekładając to na biegowe realia - przed rokiem załapałem się w limicie w półmaratonie, a teraz chciałbym złamać 2 godziny - czyli biorąc pod uwagę poświęcony czas niespecjalnie robi to znaczenie, ale... nigdzie mi się nie spieszy. Jeżeli zdrowie pozwoli i będą chęci to jeszcze wiele lat kręcenia przede mną. A teraz po tym przydługim wstępie wróćmy do sezonu 2019 i jego inauguracji.