Na skróty

10 stycznia 2019

Przepis na szybką jazdę zimą? Wiadomo - trochę odwagi, nieco więcej szczęścia, mocna nogę i odpowiednie umiejętności

   Na otwarcie roku, w sobotę zaliczyłem swój najlepszy, zimowy trening ever. Za to już dzień później kolejna awaria sprzętowa. Tym razem ukręcony bębenek. Blisko 10 kilometrów do domu, a rower nie nadaje się do jazdy. Przez głowę przeszła myśl, żeby zadzwonić po Pati. Jednak na szczęście górę wziął zdrowy rozsądek. Nie dość, że niedzielny poranek spędzam poza domem to jeszcze miałbym wszystkich gonić żeby się ogarniali, pakowali w auto i po mnie jechali? Lekka przesada. Uszkodziłem rower, ale nie nogi. Siedem lat biegałem i nigdy dyszka nie stanowiła większego wyzwania. Co prawda w takim stroju był to mój debiut, niemniej zgodnie z przewidywaniami bez problemu dotarłem do domu :)

5 stycznia 2019

Szczęśliwa trzynastka na początek roku - relacja z Gravelondo #13

   Wczoraj miałem ustawić sobie budzik na 7. Już naprawdę wyciągałem rękę w jego stronę, żeby to zrobić, jednak przypomniało mi się, że byłoby to niezbyt eleganckie w stosunku do reszty domowników... Ok - ściemniam :) Po poprzedniej niezbyt długiej nocy - chciałem sobie pospać. Nawet kosztem śniadania i porannego, rodzinnego krzątania. I pewnie by tak było gdyby nie fakt, że... ustawiłem budzik przed tygodniem dokładnie na 7:00 z opcją "dzwonić co sobotę". 
   No i tym oto sposobem nie musiałem rano ganiać po domu jak oparzony zbierając graty na hura. Spokojnie się ogarnąłem wypiłem kawę, wciągnąłem z żoną i synem gofry z bitą śmietaną (przy weekendzie to nasze kultowe śniadanie, podobnie jak owsianka w tygodniu:) ) i wsiadłem na Tribana. Kierunek? Wiadomo - jak sobota to tylko do DropBikes na Gravelondo.

21 października 2018

Klasówka zaliczona na 4+ - relacja z "Czasówka Klasufka Kartuska Ustawka dla Pawła Brylowskiego"

   Minął już równo tydzień, a ja ciągle nie zabrałem się za relację z kartuskich zawodów. W sumie to nawet nie miałem większych wyrzutów, bo Klasufki nie traktowałem jak wyścigu. Zresztą aż do momentu pojawienia się w Kartuzach i odebrania numeru byłem niemal pewien, że to będzie zwykła, koleżeńska ustawka bez większego ładu, składu i zasad. No i się zaskoczyłem.... pozytywnie się zaskoczyłem, a więc relacja być powinna. Szczególnie, że był to mój pierwszy start w jeździe indywidualnej na czas.

14 września 2018

Polskie Giro di Lombardia - relacja z I Orlen Wyścigu Niepodległości

   Tym razem nie będzie przydługich wstępów i pisania o wszystkim tylko nie o zawodach. Dzisiaj krótki, zwięzły tekst o zawodach w Bytowie.
   Ostatni start zaliczyłem dość dawno temu, bo w lipcu - na słynnej Pętli Reja. Kończąc wtedy zawody rzuciłem do Pati, że jak się uda to następnym razem wystartuję już na nowym rowerze. Udało się - na koniec sierpnia pojawił się Haibike i jasnym stało się, że trzeba gdzieś na nim jeszcze spróbować swoich sił. Wielkie dylematu nie miałem - w Bytowie chciałem pojawić się już od dawna, a dokładniej od momentu jak przez gapiostwo opuściłem wyścig Pana Langa w Gdańsku...

3 września 2018

Z wizytą na gdańskim Południu

fot. Przemysław Blach
   Tydzień pod żaglami, tydzień poza lądem, tydzień poza domem i tydzień bez roweru. Chyba nie muszę pisać jak wielką miałem ochotę w końcu posadzić tyłek na siodełku i cisnąć pedałami aż korba zastęka?
   Choć tak naprawdę to z korby, czy jakiegokolwiek innego miejsca w rowerze, stękanie czy jakikolwiek inny dźwięk nie miał prawa się wydobyć. Dlaczego? Otóż kiedy ja byłem na wodzie - moja maszyna spędziła tydzień w SPA u Freakbike.pl. Mieszko kompleksowo zadbał o mój rower, a mi po odebraniu go nie zostało nic innego jak wybrać się na jakąś trasę.
   Pierwsze co pomyślałem o Sylwku i standardowej trasie na Kaszubach. Niestety Sylwek miał inne plany. Również ustawka z Robertem nie wypaliła. Czyli jeżdżę sam. Nic nowego - pomyślałem.
   Tyle, że kiedy wstałem rano przypomniało mi się, że w niedzielne (późne) poranki są ustawki szosowe na Bergiela. Choć wolę jeździć o wiele wcześniej niż o 9 to pomyślałem, że po tygodniu poza domem miło będzie zjeść z Pati i Mieszkiem śniadanie, zamiast znikać zanim jeszcze wstaną.

21 sierpnia 2018

[Trzepak na karbonie] Czas spróbować czegoś nowego :)

   W tym roku, już się nie łudzę, do biegania nie wrócę. Pół roku siedziałem na dupsku licząc, że może odpoczynek coś zmieni. Na kolejne 6 miesięcy dorzuciłem przejażdżki rowerowe. Niedługo minie niemal rok bez biegania, a kontuzja jak nie chciała odpuścić tak nie odpuszcza.
   Nie siadłem jednak przed ekranem komputera, żeby wylewać gorzkie żale i frustracje. Siadłem, bo endorfiny znowu we mnie buzują. Tak, tak te które, mimo spływającego po pysku potu, sprawiają, że gęba się cieszy. A cieszy się i to bardzo, choć na nogach nie mam Boostów, a Shimano.

23 lipca 2018

Ze strachem i z rozwagą - relacja z Żuchliński Cyklo Pętla Reja

   Po zawodach w Strzepczu nie mogłem się doczekać kolejnego wyścigu z serii Cyklu Cup. Tym bardziej, że miał się on odbyć w Trójmieście. Żadnych dalekich wyjazdów - impreza pod nosem, praktycznie na własnym podwórku. To, że się na nią zapiszę było pewne. Przynajmniej w czerwcu...
   Im bliżej było jednak startu tym więcej obaw się pojawiało. To miały być Mistrzostwa Pomorza. Pewne więc było, że na starcie pojawi się cała śmietanka pomorskich kolarzy, a prawdziwych koni tu nie brakuje. Dodatkowo start miał się odbywać kategoriami wiekowymi. Moja M2 miała do przejechania 9 pętli w 1:30. Jak na mnie i moje możliwość to 47 kilometrów w półtorej godziny to już nie jest wycieczka rowerowa. A pewności, że będę musiał mocno się zmęczyć, nabrałem w piątek, kiedy pojechałem zrobić chociaż jedno kółko na Petli Reja. Tyle, że wtedy byłem już na liście startowej - klamka zapadła - startuję. Chociażby po to, aby zdobyć kolejne doświadczenie.