Na skróty

21 października 2018

Klasówka zaliczona na 4+ - relacja z "Czasówka Klasufka Kartuska Ustawka dla Pawła Brylowskiego"

   Minął już równo tydzień, a ja ciągle nie zabrałem się za relację z kartuskich zawodów. W sumie to nawet nie miałem większych wyrzutów, bo Klasufki nie traktowałem jak wyścigu. Zresztą aż do momentu pojawienia się w Kartuzach i odebrania numeru byłem niemal pewien, że to będzie zwykła, koleżeńska ustawka bez większego ładu, składu i zasad. No i się zaskoczyłem.... pozytywnie się zaskoczyłem, a więc relacja być powinna. Szczególnie, że był to mój pierwszy start w jeździe indywidualnej na czas.

14 września 2018

Polskie Giro di Lombardia - relacja z I Orlen Wyścigu Niepodległości

   Tym razem nie będzie przydługich wstępów i pisania o wszystkim tylko nie o zawodach. Dzisiaj krótki, zwięzły tekst o zawodach w Bytowie.
   Ostatni start zaliczyłem dość dawno temu, bo w lipcu - na słynnej Pętli Reja. Kończąc wtedy zawody rzuciłem do Pati, że jak się uda to następnym razem wystartuję już na nowym rowerze. Udało się - na koniec sierpnia pojawił się Haibike i jasnym stało się, że trzeba gdzieś na nim jeszcze spróbować swoich sił. Wielkie dylematu nie miałem - w Bytowie chciałem pojawić się już od dawna, a dokładniej od momentu jak przez gapiostwo opuściłem wyścig Pana Langa w Gdańsku...

3 września 2018

Z wizytą na gdańskim Południu

fot. Przemysław Blach
   Tydzień pod żaglami, tydzień poza lądem, tydzień poza domem i tydzień bez roweru. Chyba nie muszę pisać jak wielką miałem ochotę w końcu posadzić tyłek na siodełku i cisnąć pedałami aż korba zastęka?
   Choć tak naprawdę to z korby, czy jakiegokolwiek innego miejsca w rowerze, stękanie czy jakikolwiek inny dźwięk nie miał prawa się wydobyć. Dlaczego? Otóż kiedy ja byłem na wodzie - moja maszyna spędziła tydzień w SPA u Freakbike.pl. Mieszko kompleksowo zadbał o mój rower, a mi po odebraniu go nie zostało nic innego jak wybrać się na jakąś trasę.
   Pierwsze co pomyślałem o Sylwku i standardowej trasie na Kaszubach. Niestety Sylwek miał inne plany. Również ustawka z Robertem nie wypaliła. Czyli jeżdżę sam. Nic nowego - pomyślałem.
   Tyle, że kiedy wstałem rano przypomniało mi się, że w niedzielne (późne) poranki są ustawki szosowe na Bergiela. Choć wolę jeździć o wiele wcześniej niż o 9 to pomyślałem, że po tygodniu poza domem miło będzie zjeść z Pati i Mieszkiem śniadanie, zamiast znikać zanim jeszcze wstaną.

21 sierpnia 2018

[Trzepak na karbonie] Czas spróbować czegoś nowego :)

   W tym roku, już się nie łudzę, do biegania nie wrócę. Pół roku siedziałem na dupsku licząc, że może odpoczynek coś zmieni. Na kolejne 6 miesięcy dorzuciłem przejażdżki rowerowe. Niedługo minie niemal rok bez biegania, a kontuzja jak nie chciała odpuścić tak nie odpuszcza.
   Nie siadłem jednak przed ekranem komputera, żeby wylewać gorzkie żale i frustracje. Siadłem, bo endorfiny znowu we mnie buzują. Tak, tak te które, mimo spływającego po pysku potu, sprawiają, że gęba się cieszy. A cieszy się i to bardzo, choć na nogach nie mam Boostów, a Shimano.

23 lipca 2018

Ze strachem i z rozwagą - relacja z Żuchliński Cyklo Pętla Reja

   Po zawodach w Strzepczu nie mogłem się doczekać kolejnego wyścigu z serii Cyklu Cup. Tym bardziej, że miał się on odbyć w Trójmieście. Żadnych dalekich wyjazdów - impreza pod nosem, praktycznie na własnym podwórku. To, że się na nią zapiszę było pewne. Przynajmniej w czerwcu...
   Im bliżej było jednak startu tym więcej obaw się pojawiało. To miały być Mistrzostwa Pomorza. Pewne więc było, że na starcie pojawi się cała śmietanka pomorskich kolarzy, a prawdziwych koni tu nie brakuje. Dodatkowo start miał się odbywać kategoriami wiekowymi. Moja M2 miała do przejechania 9 pętli w 1:30. Jak na mnie i moje możliwość to 47 kilometrów w półtorej godziny to już nie jest wycieczka rowerowa. A pewności, że będę musiał mocno się zmęczyć, nabrałem w piątek, kiedy pojechałem zrobić chociaż jedno kółko na Petli Reja. Tyle, że wtedy byłem już na liście startowej - klamka zapadła - startuję. Chociażby po to, aby zdobyć kolejne doświadczenie.

16 maja 2018

Kto nie biega ten pedał(uje) - relacja Lidzbarskiego Wyścigu Szosowego

   Dziwnie... bardzo dziwnie.... Odpalam bloga, odpalam edytor do pisania postów, którego nie widziałem od wieków. Ostatnia publikacja ukazała się tutaj lata świetlne temu. Widzę, że wśród zapisanych postów jest jeszcze nieopublikowana relacja z zeszłorocznego Rzeźnika. Poczekała rok więc poczeka jeszcze trochę, bo dzisiaj nie o tym. Dzisiaj nie będzie ani słowa o bieganiu. Moje ciało się biegowo zepsuło i nie chce słyszeć o kolejnych biegach. Jego wybór - jedno jest pewne - odpoczynek nie wchodzi w grę. Dzisiaj będzie o ROWERZE!

19 września 2017

Per aspera ad astra - relacja z 55. Biegu Westerplatte

   Nieco dziwnie się czuję siadając z komputerem na kolanach próbując napisać relacje z ostatnich zawodów. Takich, bądź podobnych, relacji napisałem grubo ponad setkę, a mimo to nie pamiętam czy kiedykolwiek między jedną, a drugą minęło tyle czasu.
   Jakby tego było mało - te zawody. Zdarzało mi się już startować kiepsko przygotowanym. Za to nigdy nie startowałem bez jakiegokolwiek przygotowania. Oczywiście nie miałem obaw czy ukończę. Jednak już ukończenie <60 minut aż takie pewne nie było. SZCZĘŚĆDZIESIĄT długich minut - kurczę jak to wszystko jest przewrotne. W 2011 roku debiutując na dychę nabiegałem 46 minut z haczykiem. Sześć lat później godzinę traktowałem jako wyzwanie. Brzmi nieco jak żart - kiepski żart. A jak do tego dodamy, że tak naprawdę każdy wynik wziąłbym w ciemno jeżeli nie byłby kupiony kontuzją to już w ogóle...
   Niestety ostatnie tygodnie, miesiące, lata walki z kontuzją zrobiły swoje. Cel na 55. Bieg Westerplatte mógł być tylko jeden - ukończyć i z czystą głową pojechać do Berlina (bo tam już aż tak pewien ukończenia nie jestem).