Na skróty

2 marca 2017

Pierwszy tydzień za mną...

Takie tam z ostatnich treningów :)
... w zasadzie to jego pierwsza część, bo czeka mnie jeszcze bieganie w weekend. Tyle, że poza formą nic się nie zmieniło w porównaniu z rokiem 2013 - weekend = przyjemność, a poniedziałek - piątek = kształtowanie charakteru.
   Powiedziałbym, że najgorsze za mną, tyle że jak to mówię to los przeważnie za punkt honoru stawia sobie udowodnienie mi, że się mylę. Aczkolwiek o ile wstanie o 4 i wyjście na trening o 5 we wtorek i środę było koszmarem. O tyle dzisiaj sama pobudka przebiegła niemal bezboleśnie. Wyjście na dwór pewnie też by takie było gdyby nie fakt, że przygotowałem sobie zbyt wakacyjny zestaw ciuchów. Poranny przymrozek nieco zbił mnie z pantałyku. 

28 lutego 2017

Bez kryzysów i z masą bólu oraz śmiechu - relacja z Trójmiejskiego Ultra Tracka Zima 2017

Fot. Paweł Marcinko
Fot.   Od biegu minęło już 8 dni, tymczasem moja relacja ciągle nienapisana. Z doświadczenia wiem, że najlepsze podsumowania zawodów wychodzą mi, kiedy piszę je niedługo po przekroczeniu mety. Tyle, że w przypadku TUT nie było na to nawet cienia szansy. Po pierwsze bolało mnie dosłownie każde włókno mięśniowe. Po drugie... grzaniec. Kurczę nie jestem fanem wina, ale po tych 9 godzinach w lesie miałem wrażenie, że piję gorący napój bogów ;)
   Tak więc chcąc nie chcąc za relację zabieram się dopiero dzisiaj. A jest o czym pisać, bo już sama moja obecność na liście startowej była niespodzianką. Choć decyzję o starcie podjąłem już na mecie poprzedniej edycji, to jakoś umknął mi fakt, że powinienem się zapisać. Przypomniałem sobie o tym dosłownie w ostatniej chwili i tylko dzięki uprzejmości organizatorów dostałem numer startowy.

18 stycznia 2017

Co tam u mnie słychać na przełomie roku

   Powoli zbliżamy się do końca pierwszego miesiąca nowego, 2017, roku. Tymczasem u mnie wciąż próżno szukać podsumowania minionych 366 dni. Czy nie biegałem? Biegałem i to nie tak mało, bo nazbierało się przeszło 2100 kilometrów. Czy nie startowałem? Startowałem i to nie byle gdzie, bo byłem w Cisnej na Rzeźniku, obroniłem podium wśród f-szy na Westerplatte, po raz 4. pokonałem trasę maratonu berlińskiego. 
   A więc skąd tak mało mnie na blogu? Bo rok 2016 to rok wielkich zmian w moim życiu. Mówi się, że mężczyzna w życiu powinien posadzić drzewa, wybudować dom, spłodzić syna. Zawsze zakładałem, że posadzenie drzewa będzie tym najłatwiejszym zadaniem. Tymczasem mam dzisiaj cudownego syna, kochającą żonę i piękny domek. Na 2017 rok zostało mi już tylko to drzewo. I mam nadzieję, że będzie ono mniej czasochłonne niż budowa domu :) Oczywiście częstotliwość pisania z czasów studenckich na pewno nie wróci, ale to dobrze - to znaczy, że mam inne życie niż to internetowe :) Życie gdzie na pierwszym miejscu jest rodzina, ale nie brakuje też czasu na trochę ruchu oraz skrobnięcie kilku zdań.

1 stycznia 2017

Wózek biegowy czy przyczepka? A może jedno i drugie? Thule, a inne bolidy

   Rok 2016 był dla mnie przełomowy pod wieloma względami. Zmianami, które nastąpiły w moim życiu mógłbym spokojnie obdzielić dekadę. Jednak w tym poście nie chciałbym podsumowywać minionych 366 dni. Chciałbym skupić się tylko na jednej rzeczy. Otóż w mijającym właśnie roku zacząłem przygodę z wózkami dziecięcymi.
   Pierwotnie post ten miał dotyczyć tylko i wyłącznie wózka / przyczepki Thule Cougar. Jednak prościej i rzetelniej będzie jeżeli wspomnę tutaj o wszystkich trzech wózkach z jakich korzystałem bądź korzystam do dziś.
   Jeszcze zanim na świat przyszedł Mieszko czekał na niego bolid - Safety 1st Ideal Sportive. Wózek reklamowany jako sportowy przeznaczony do długich spacerów oraz biegania z dzieckiem. Rzecz jasna bieganie z gondolą raczej nie wchodziło w grę. Trzeba było poczekać aż Mieszko zacznie siadać i będzie mógł jeździć w pozycji przodem do kierunku jazdy.

6 października 2016

To jeszcze nie koniec. Ja tu jeszcze wrócę! - relacja z 43. BMW Berlin Marathon

   Chyba pierwszy raz tak naprawdę w ogóle nie miałem ochoty pisać relacji z biegu. I to nie byle jakiego - BMW Berlin Marathonu - 43. w historii, a mojego 4. No właśnie, była to już moja czwarta wyprawa do stolicy naszych zachodnich sąsiadów i choć osiągałem tam czasy od PB po PW (Personal Worst :) ) to nigdy nie wracałem stamtąd na tarczy. Owszem w 2014 pobiegłem maraton w 3 godziny i 41 minut. Tyle, że cały czas miałem w ręku kamerę i jedynym celem była dobra zabawa oraz bieg bez przystanków.
   W tym roku było zupełnie inaczej. Nigdy nie odnotowałem tak słabego czasu w maratonie. Tyle, że nawet nie o sam czas chodzi. Miałem na ten bieg pewien plan i niestety nie udało się go zrealizować.

22 września 2016

Biegnę, pedałuję, biegnę! - relacja Duathlon Przodkowo

   Pomysł startu w duathlonie chodził za mną już od dłuższego czasu. Przynajmniej od momentu kiedy Pati kupiła mi szosę. Triathlon? Na ten moment nie dla mnie. Nie wykluczam, ale dopiero jak nauczę się solidnie pływać, jak znajdę chęci na solidny trening pod konkretny czas. Zaliczyć, aby zaliczyć? Nie planuję.
   Jednak o ile triathlon mnie nie przekonywał o tyle duathlon to inna para kaloszy. W końcu ciągle stosunkowo sporo biegam. Do tego nie unikam jazdy na rowerze. Czemu by więc tego nie połączyć? Tym bardziej, że okazja była przednia. Chłopaki z 3athlete organizowali duathlon tuż pod moim domem - w Przodkowie!

20 września 2016

Dobrze się bawić i mocno się zmęczyć - relacja z 2. PKO Biegu Charytatywnego

   Takie właśnie cele przyświecały naszej sztafecie podczas 2. PKO Biegu Charytatywnego. Dzień przed biegiem Antoni zapytał czy bierzemy udział tylko i wyłącznie dla zabawy czy walczymy na maksa. Zgodnie uznaliśmy, że przede wszystkim będziemy się dobrze bawić, ale przy okazji chcemy się konkretnie zmęczyć. Czy się udało? No pewnie, ale po kolei.