Na skróty

18 listopada 2019

Solidna lekcja - relacja z Pucharu Polski CX w Kartuzach

   Udany start z ubiegłego tygodnia dał mi solidnego kopa motywacyjnego. Postanowiłem pójść za ciosem i zaliczyć kolejne zawody. Choć na tym samym rowerze to w innej odmianie kolarstwa. W Krokowej było gravelowanie, a w Kartuzach miało być przełajowanie...
   Przez jakiś czas zastanawiałem się czy nie lepiej po prostu jak co sobotę pójść na Gravelondo. Jednak skoro wybierając rower postawiłem na przełaja, a nie na gravela to słabo byłoby teraz odpuszczać zawody przełajowe. Jasne - jest to zupełnie inne jeżdżenie niż na szosie, która mimo wszystko jest dla mnie priorytetem. Niemniej ciężko mi sobie wyobrazić lepszy trening zimą (nie uznaję trenażera) niż start w przełajach. Jednocześnie pracujemy na kondycją, siłą i techniką - coś pięknego!

14 listopada 2019

Najwyższa jakość "nie za miliony" - test kasku ABUS Viantor

   Kiedy podczas sierpniowych Mistrzostw Polski straciłem w kraksie kask, nie miałem wątpliwości, że po kolejny zgłoszę się do firmy, której produkt uratował mi co najmniej zdrowie. Bo czy może być lepsza rekomendacja niż cała głowa po uderzeniu z impetem o asfalt? Wydaje mi się, że nie. Niemniej oczywiście liczę, że w przypadku ABUSA Viantora, bo na niego padł wybór, obejdzie się bez crash testów.
   Na początek trochę teorii. Producent pisze o swoim kasku:
Viantor to wysokiej jakości, lekki kask dla początkujących kolarzy, w którym zastosowano wiele wypróbowanych technologii wykorzystywanych w sporcie profesjonalnym.

11 listopada 2019

Podium w debiucie, debiut na podium #2 - relacja z Cyklo Gravel Krokowa

Fot. CYKLO
   Dokładnie 20. maja 2013 roku napisałem relację z zawodów, którą zatytułowałem "Podium w debiucie, debiut na podium!". Wtedy to debiutując w biegu górskim (przynajmniej tak, z niewiadomych dzisiaj powodów, nazwałem bieg na Wieżycę) udało mi się po raz pierwszy w życiu stanąć na podium biegowej imprezy. Zająłem 9 miejsce OPEN co pozwoliło wskoczyć na drugi stopień pudła w kategorii wiekowej. Było to w 3. roku mojej biegowej przygody. Dlaczego o tym w ogóle wspominam? Otóż w ten weekend znowu udało mi się zaliczyć debiutancki dublet. Po raz pierwszy wziąłem udział w zawodach kolarskich w wydaniu grawelowym. I... co ja będę tu ściemniał - pudło! Jednak po chcąc nadać trochę chronologii temu wpisowi cofnę się aż do soboty.
   Nawet nie wykonując żadnych specjalnych treningów, a po prostu ciesząc się jazdą rowerem, zdaję sobie sprawę, że jest coś takiego jak periodyzacja treningu, są  jego poszczególne fazy. I na pewno żaden plan treningowy nie zakłada mocnego treningu na dzień przed startem. I wiecie co? To jeden z powodów dlaczego żadnego planu nie realizuję. Miałbym niby odpuścić sobotnie Gravelondo z powodu niedzielnego startu w Cyklo Gravel Krokowa? Absolutnie nie! Na Gravelondo się pojawiłem, ujechałem się jak koń, a jedynie w ramach jakiegoś kompromisu z wieczornej imprezy zwinąłem się po trzecim piwie i przed godziną 19.

28 października 2019

Mud Lovin' Criminals!! - relacja z Gravelondo #2

Fot. Michał Bogdziewicz
   Nie będę ściemniał, że czekałem na to cały sezon, bo prawda jest taka, że latem praktycznie w ogóle nie zaprzątałem sobie głowy gravelowaniem. Ten kto jeździł na szosie ten wie, że nie lubi ona konkurencji i pochłania bez reszty. Szczególnie latem, przy pięknej pogodzie nic tak nie cieszy jak pokonywanie kolejnych kilometrów pięknym asfaltem.
   Niemniej kiedy Haibike w końcu został gruntownie wyczyszczony, wypolerowany i definitywnie odwieszony na ścianę - zaczęło czegoś brakować. A że rowerowe życie pustki nie znosi - pojawił się Kross, czyli moja nowa przełajówka. No i właśnie jak jazda na przełaju (lub gravelu, ostatecznie MTB) to nie ma lepszego miejsca, żeby przepalić płuco nic organizowane przez Michała (bogdziewicz.com) Gravelondo. Uczciwie przejeżdżona z chłopakami (oczywiście są też grupy z kobietami w składzie 😏) zima naprawdę procentuje później w sezonie letnim.

22 października 2019

Partyzantka totalna! - relacja z "CX Part 1. - Znowu polujemy na Dzika!"

fot. Tomasz Ferenc
   Sezon szosowy w tym roku zakończyłem dość szybko, bo już 25. sierpnia podczas Mistrzostw Polski Służb Mundurowych. I w zasadzie tamta chwila, ten ułamek sekundy kiedy ktoś uderzeniem w moje koło posadził mnie na asfalcie zdecydowała, że z szosowym ściganiem poczekam do wiosny. Na szczęście mocno nie ucierpiałem, ale chwilę czasu potrzebowałem aby się otrzepać, dojść do siebie, wymienić sprzęt.  A jak już byłem w stanie znowu rywalizować to nadeszło zmiana aury, która zbiegła się z czasem zakupu nowej, przełajowej maszyny. I tak mając w perspektywie spędzenie na szosie kilku godzin w deszczu  i temperaturze oscylującej w okolicach zera wolałem objechać lokalne szutry. Żebyśmy się dobrze rozumieli - deszcz i mróz mi nie straszne. Niemniej moja szosa to  moja szosa - z niej nawet kurz się wycieram. Na myśl o tym, że miałbym ją taplać w błocie (poza zawodami - na zawodach to coś zupełnie innego :)) aż mnie ciarki przechodzą. A przełaj? Wiadomo - na treningu musi być pokryty konkretną ilością błota - inaczej się nie liczy!

26 sierpnia 2019

Szczęściarz ze mnie! - relacja z III Mistrzostw Polski Służb Mundurowych

   To miał być główny start tego sezonu. Pierwszy rodzinny wyjazd w Polskę na zawody szosowe. Rodzina przy trasie, mundurowy peleton i pełen ogień oraz walka o koszulkę. Tak - uważam, że jak ktoś startuje w mistrzostwach to po to, aby walczyć o to właśnie mistrzostwo. Takie przynajmniej ja mam podejście. Można (ponoć) startować bez chęci rywalizacji, robić towarzyski przelot. Ale nie na MP i to nie zależnie od tego czy są to MP rolników, kasjerów, lekarzy czy tramwajarzy. MP to MP i kropka.
   Specjalnie na ten start zostałem wyposażony w zestaw kół od Vinci Wheels Polska. Vinci Rapid 50mm z naklejoną szytką S-Works Turbo. Wierzcie lub nie - nieprzeciętny zestaw. Te koła niosły!
   Korzystając z oferty organizatora zdecydowaliśmy się na nocleg w Hotelu Koszary w Górze Kalwarii, gdzie pojawiliśmy się już w piątek.
   Co ciekawe w sobotę właśnie w GK odbywały się zawody kolarskie. Przez moment przeszło mi nawet przez głowę żeby wziąć w nich udział. Aczkolwiek zdrowy rozsądek wygrał. Wszystkie siły miały być wykorzystane w niedzielę, a dzień wcześniej zrobiłem jedynie lekki rozruch na trasie sobotnich zawodów, aby sprawdzić konfigurację sprzętu.

10 sierpnia 2019

Przyjmuję ten wynik z uśmiechem - relacja z Cyklo Pelplin 2019

Fot. Klub Kolarski Pelplin
   Pelplin, Pelplin i po Pelplinie, a tym samym dla mnie już w zasadzie po całym Energa Cyklo Cup 2019, gdyż dzień przed startem w Kartuzach będę się bawił na weselu siostry. Jednak póki zabawa to wróćmy jeszcze do wyścigu.
   Po deszczowym Lęborku, słynnym podjeździe pod Sobieńczyce, jeszcze słynniejszym pod zbiornik nieopodal Gniewina czy uznawanym za najtrudniejszy wyścig cyklu - Cyklo Strzepcz, przyszło nam rywalizować w Pelplinie. W Pelplinie, którego trasa uchodziła za najłatwiejszą. Żadnych znaczących podjazdów, większych trudności - stół. I to z dość dobrym asfaltem. Organizator ostrzegał jedynie przed wiatrem, ale już po zameldowaniu się w Pelplinie było widać, że ten również nie powinien dawać się we znaki.
   Tym razem, zupełnie inaczej niż na każdy dotychczasowy start, na Kociewie pojechałem sam. Cała rodzinka wyjechała na Warmię, a ja miałem dołączyć po zawodach (dodatkowo motywacja, żeby uwinąć się jak najszybciej :).