Na skróty

8 maja 2017

Bieg, który skończył się przedwcześnie - relacja z 5. Półmaratonu Grudziądz Rulewo 2017

   Dokładnie tydzień minął od biegu w Grudziądzu, a u mnie wciąż nie pojawiła się relacja z imprezy. Co najmniej kilka razy się za nią zabierałem i za każdym razem rezygnowałem. O ile fajnie opisuje się sukcesy o tyle dość ciężko jest pisać o porażkach. Szczególnie takich porażkach, bo czym innym jest nie osiągnięcie zakładanego czasu, a czymś innym konieczność zejścia z trasy. Ale po kolei.
   O tym, że pojadę do Grudziądza wiedziałem już kupę czasu temu. Niestety niepotrzebnie zwlekałem z zapisami i pakiet na bieg zdobyłem w zasadzie rzutem na taśmę.

26 kwietnia 2017

Veni Vidi Vici - relacja z GPX Kaszub #3

   Jak tylko ogłoszono, że w 2017 roku pojawi się nowa impreza biegowa - GPX Kaszub, chciałem w niej pobiec. Ostatnimi czasy nie lubię jeździć zbyt daleko od domu na zawody. We trójkę robi się już z tego niezła wyprawa, dlatego takowych planujemy tylko kilka w roku. A reszta startów? Pod domem. I głównie z tego powodu ucieszyła mnie informacja o GPX Kaszub. Ma to być cykl 10 imprez biegowych, podczas których można się zmierzyć na jednym z 3 dystansów - mila, 5km oraz 10km. 

23 kwietnia 2017

Ciężki debiut na bieżni - relacja z I Mistrzostw Powiatu Lidzbarskiego w biegu na 5000m

   Po 3. Gdańsk Maratonie zostały już tylko wspomnienia - miłe wspomnienia. Dość niespodziewanie zrobiłem sobie krótką, kilkudniową przerwę od biegania. Jednak i ona dobiegła już końca. Od początku tygodnia wróciłem do normalnego rytmu treningowego. Wiedziałem co będę robił w poszczególne dni z jednym małym wyjątkiem - sobotą.
   Pierwotnie chciałem pobiec parkrun. Z tym, że pojawiła się opcja wyjazdu na Warmię do rodziców. W Lidzbarku parkowej piątki, przynajmniej na razie, nie ma. Pomyślałem więc, że może lepiej będzie zaliczyć długie wybieganie po malowniczej okolicy. I pewnie tak bym zrobił, gdyby nie rzucił mi się w oczy wpis Marka informujący od odwołanych zajęciach BBL ze względu na... I Mistrzostw Powiatu Lidzbarskiego w biegu na 5000m. Kurczę - chciałem pobiec mocną piątku i dostałem ku temu idealną okazję. Niewiele myśląc napisałem maila do OSiRu i już po chwili miałem odpowiedź, że w sobotę rano będę musiał tylko podpisać zgłoszenie. Pięknie!

19 kwietnia 2017

Wszystko co najlepsze ma dopiero przyjść


 Czasami zdarzają się treningi, które nie mają prawa się udać. Kiedy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że za chwilę nastąpi treningowa klapa. Gdy wydaje nam się, że dzisiaj zwykły, króciutki trucht będzie niewykonalny. I wtedy wciągamy buty, wciskamy start na Gremlinie, ruszamy przed siebie...

11 kwietnia 2017

Maraton ze szwajcarską precyzją - relacja z 3. Gdańsk Maraton

   Dziś będzie kilka zdań o maratonie. Maratonie, którego mogło w ogóle nie być. W zasadzie jeszcze dwa tygodnie temu byłem pewien, że go nie będzie. Stało się inaczej. I naprawdę bardzo się cieszę, że tak to się potoczyło, bo ten maraton to była przysłowiowa PETARDA! Ale od początku.
   Planując sezon zamierzałem się skupić raczej na startach w krótszych biegach oraz terenowych ultra. Jedynym wyjątkiem miał być tradycyjnie Berlin Marathon. Kiedy jednak dostałem propozycję współpracy z Gdańskim Ośrodkiem Sportu - nie wahałem się ani chwili. Takich propozycji się nie odrzuca.

9 kwietnia 2017

Parkrun na zachętę przed maratonem - relacja z #263 Parkrun Gdańsk

   Ostatni wpis na blogu był o tym jak dostałem motywacyjnego kopa i tak się składa, że ten dzisiejszy będzie dokładnie o tym samym. Otóż właśnie w celu dostania motywacyjnego kopa wybrałem się na gdańskiego parkruna.
   W niedzielę miałem zaplanowany start w maratonie. Tymczasem naprawdę brakowało mi takiej pewności siebie przed tym biegiem. Niby realizowałem bez zarzutów plan treningowy, ale ale ale... Brakowało mi długich wybiegań. Ostatni start w Baninie pokazał, że w zasadzie postęp jest niewielki również w kwestii szybkości. Większych progresów nie miałem też na siłowni.

27 marca 2017

O tym jak dostałem kopa

   W zasadzie post ten w ogóle nie powinien się pojawić. Nie planowałem opisywania minionego weekendu. I to nawet pomimo faktu, że naprawdę jest o czym pisać - zawody, wyjazd w rodzinne strony. Jeszcze nie tak dawno nie było opcji, żeby na blogu nie pojawiła się relacja z zawodów. Tyle, że od tego "nie tak dawno" trochę się pozmieniało. I zmienia się ciągle. I to chyba przez te zmiany nie mogę się połapać i znaleźć tych 45-60 minut dziennie na bloga. Niestety (a w zasadzie stety) blog ma dość niski współczynnik istotności w moim życiu. Rano nie piszę, bo wolę iść na trening. Później praca, a wieczorem chcę choć chwilę pobyć z synem nim położymy go spać oraz z Pati jak już maluch śpi. Pisać mogę tak jak teraz - kiedy mam dzień wolny, a Mieszko utnie sobie drzemkę. A i tutaj nie mam pewności, że nie będę musiał przerwać swojego potoku słów :)
   Tyle tytułem wstępu. Wstępu, który w tym konkretnym wpisie, jak już zacząłem go tworzyć, znaleźć się musiał.
... no właśnie - Mieszko wstał, więc dalsza część musi poczekać :)...
... jestem, znowu mam chwilę przerwy :) ...