Na skróty

2 listopada 2012

Moje bieganie


Tak jak zapowiedziałem wstawiam tekst, który pisałem w ostatnim czasie, również na swojego bloga. Wstawiam tutaj artykuł jaki wysłałem do serwisu bieganie.pl, ze wszystkimi zdjęciami, z których część została usunięta, aby materiał był bardziej przejrzysty, a także z działającym linkiem do relacji z Biegu Urodzinowego:). Chciałbym od razu zaznaczyć, że jest to historia mojego życia, a nie reklama Decathlonu, Thermo Speeda czy czegokolwiek innego, bo również takie komentarze słyszałem. Ponadto nie próbuję się tutaj w żaden sposób lansować. Opowiedziałem po prostu o sobie ukazując kolejny przypadek tego, że chcąc można dużo zmienić.
Już od dłuższego czasu zbierałem się w sobie, żeby opisać swoją historię. Być może ktoś kto to przeczyta, postanowi  zmienić coś w swoim życiu. Jeżeli znajdzie się chociaż jedna taka osoba, będzie to oznaczało, że było warto spędzić kilka godzin przed monitorem, żeby to wszystko spisać. Zacznijmy jednak od początku.

Ferie 2008
 Swoją przygodę ze sportem zacząłem 11 lat temu, będąc uczniem szkoły podstawowej. Wtedy to zapisałem się na treningi piłki nożnej w lokalnym klubie. Jak na swój wiek byłem dość wysokim dzieciakiem. Z wagą nigdy nie miałem problemów, ale i niby jakie problemy mogłem mieć skoro każdą wolną chwilę spędzałem ganiając za piłką. Były treningi w klubie, granie na osiedlu, a z czasem, gdy rozpocząłem naukę w liceum, doszły zajęcia z siatkówki. W sumie kilkanaście godzin sportu tygodniowo. W szkole średniej jednak zacząłem przybierać na wadze. Rzecz jasna nie zwracałem na to specjalnie uwagi. W niczym mi to nie przeszkadzało, jednak wyraźnie moje zamiłowanie do fast foodów zaczęło odciskać piętno na mojej posturze. Przy wzroście 1,93m moja waga podskoczyła do około 100 kilogramów. Jednak to najgorsze było dopiero przede mną.

Kwiecień 2010
Po zakończeniu liceum wyjechałem do Gdańska rozpocząć studia na tamtejszej Politechnice. Po wyjeździe straciłem jakikolwiek kontakt ze sportem. Oczywiście jedzenie w barach szybkiej obsługi, piwo, częste imprezy to było coś, czego nie unikałem. Potrafiłem w drodze na zajęcia zajść na śniadanie do MC Donald’s, a wracając ponownie tam zawitać i zjeść obiad. Na stancji mieliśmy ulotki chyba wszystkich pizzerii w okolicy. Warto dodać, że przez cały ten czas nie unikałem też papierosów. Moja kondycja, o ile w ogóle możemy mówić o jakiejkolwiek kondycji, była w opłakanym stanie. Szybko okazało się, że ważę ponad 120 kilogramów! Jednak i to nie zmusiło mnie do zmiany, nie tyle odżywiania, co sposobu bycia. 

Grudzień 2010

Podczas 3. roku studiów mieszkałem z kolegą, który biegał. Kupiłem wtedy Thermo Speed’a i postanowiłem biegać razem z nim. Bo bieganie modne, bo ludzie mówią, że to fajne – ot tak po prostu. Ostatecznie skończyło się na 2 treningach i wielkim zniechęceniu do tego sportu. A kapsułki na odchudzanie zagryzałem pizzą i popijałem piwem. Stwierdziłem z całą stanowczością, że bieganie nie jest dla mnie. Że to jest totalna głupota biegać tak bez celu. Mówiłem, że co innego gonić piłkę, a nie tak lecieć byle lecieć. No i do tego te obcisłe ubrania. Stwierdziłem, że trzeba być zniewieściałym, żeby to na siebie nałożyć.
Gdańsk Biega 2011 (Listopad)
Wszystko jednak zmieniło się w czerwcu 2011 roku. Wtedy to miało miejsce wydarzenie, które pchnęło mnie do działania. Otóż wychodząc z domu wziąłem do ręki buty i… zacząłem się rozglądać gdzie mogę usiąść, żeby je założyć. Wtedy to zdałem sobie sprawę, że nie jestem w stanie założyć butów w pozycji stojącej. To było straszne! Miałem 22 lata i zadatki na inwalidę. W aptece stanąłem na wagę, a ta pokazała mi 128,9kg. Szok!
Półmaraton Poznań (kwiecień)
Zbliżały się wakacje, a wraz z nimi wyjazd do pracy za granicę. Stwierdziłem, że to najlepszy moment na zmiany. Powiedziałem sobie dość  jedzenia fast foodów, chleba, słodyczy, ryżu, kaszy, makaronów itp. Innymi słowy nie jemy węgli. Pilnujemy też, żeby nie objadać się na noc. Po 5 tygodniach wróciłem do kraju, stanąłem na wadze i co widzę? 116kg! Jest dobrze, ale może być lepiej. Będąc w Decathlonie zauważyłem Thermo Speed’a. Postanowiłem spróbować raz jeszcze. Widziałem jednak, że nie ma sensu spożywać go na kanapie przed telewizorem, więc 16. sierpnia 2011 roku wyszedłem pierwszy raz pobiegać. Zrobiłem w sumie 3 okrążenia po 800 metrów. Umierałem, ale byłem szczęśliwy. Szczęśliwy do tego stopnia, że postanowiłem skończyć również z paleniem. Zero papierosów! Zacząłem też jeść regularne posiłki – co godziny. Oprócz TS zaopatrzyłem się również w buty do biegania, a także zacząłem przeglądać forum bieganie.pl.
Bieg Filipidesa (czerwiec 2012)
Biegałem 5 razy w tygodniu po pętli mającej 3,6km, od czasu do czasu wydłużając nieco dystans. Robiłem sobie wolne w poniedziałki i piątki. Na początku myślałem, że muszę się zamęczyć na każdym treningu. Dopiero później zdałem sobie sprawę, że te treningi to może też być przyjemność. Zacząłem nie tyle biegać wolniej, co nie przyspieszać wraz z poprawą kondycji. Na przełomie września i października wprowadziłem się na nową stancję. Tam też wyznaczyłem sobie nową trasę i biegałem 7 kilometrów na każdym treningu oraz 10 i więcej podczas niedzielnego wybiegania. Bieganie spodobało mi się tak bardzo, że postanowiłem spróbować swych sił w zawodach. Wybór padł na II Bieg Politechniki Gdańskiej. Dystans 5km nie wydawał się specjalnym wyzwaniem. W końcu dla mnie najważniejsze było ukończyć bieg. Kiedy na mecie dostałem medal… nie umiem tego opisać. To było coś fantastycznego. W dzieciństwie tyle grałem w piłkę nożną, siatkówkę, ale nigdy nie dostałem żadnego medalu. A tu pierwsze zawody i wracam do domu z medalem! To nic, że to medal za dobiegnięcie do mety, to nic, że ukończyłem zawody bliżej ostatniego niż pierwszego miejsca. Dla mnie liczył się tylko ten medal! Powiedziałem sobie, że ściganie się jest super i będę regularnie startował w zawodach na 5 i 10 kilometrów. Zdecydowanie odrzuciłem wtedy możliwość wzięcia udziału w półmaratonie, o maratonie nawet nie wspominając. Przecież normalny człowiek nigdy nie przebiegnie ponad 42 kilometrów (hehe).
Kolejny mój start to Bieg Niepodległości w Gdyni. 10 kilometrów, mnóstwo ludzi. Przyznam szczerze – miałem tremę. W międzyczasie udało mi się zrzucić kolejne kilogramy. Na linii startu stanął inny człowiek. Ważyłem 92 kilogramy, a część znajomych przestała mnie rozpoznawać. Warto też odnotować, że wszystko co jadłem skrupulatnie ważyłem i zapisywałem w tabelach kalorii. Miałem w kuchni wagę, notes, długopis i wszystko co trafiało na talerz – trafiało też na kartkę, a stamtąd do tabel. Podczas zawodów w Gdyni nie biegłem już tylko po to żeby ukończyć. Tam już chciałem złamać 50 minut! Metę przekroczyłem po 46 minutach i 42 sekundach. Udało się!
Wrzesień 2012
Po tych zawodach nadeszła zima. Wiedziałem, że jak przetrwam zimę to tak łatwo nie zrezygnuję. Nie składałem jednak żadnych deklaracji, cały czas podkreślałem, że nie wiem czy mi się nie znudzi to całe bieganie. Jak jednak z tego zrezygnować, kiedy dostaje się maila z redakcji Runner’s World, że mój list, o walce z kilogramami, zostanie opublikowany w ich gazecie. Na święta zaopatrzyłem się też w nowe Nimbusy oraz Garmina. Mając taki sprzęt nie można go odłożyć po prostu na półkę – trzeba biegać. Na Wigilię pierwszy raz w życiu nie pojechałem samochodem, pobiegłem. Nowy Rok wypadł w niedzielę więc nie było wyjścia – 18 kilometrów na mrozie.
34. Maraton Warszawski
Wszystko dookoła mnie zachęcało mnie do biegania. Wiedziałem, że na wiosnę wystartuję po raz kolejny w Gdyni, ale zapragnąłem czegoś więcej. PÓŁMARATON! Tak, wybór padł na Poznań. Na zawody pojechałem razem z moją dziewczyną oraz kolegą. Cała oprawa oraz same zawody – rewelacja. Czas 1:40:34. Przetrwałem zimę, przebiegłem półmaraton, przyszła więc pora na prawdziwe wyzwanie – MARATON. Tutaj wybór był prosty. Piłkę lubiłem od zawsze, moja chrzestna mieszka w Warszawie, nie mogłem wybrać innego maratonu niż 34. Maraton Warszawski z metą na Stadionie Narodowym.
Zanim jednak rozpocząłem przygotowania do tych zawodów wziąłem udział w dwóch półmaratonach (Ostróda – 1:37:10, Bytów – 1:32:24) oraz biegu na dystansie 10 km (Gdynia – 41:14). Tak mi się podobało to bieganie, że chcąc uczcić swoje urodziny zorganizowałem I Bieg Urodzinowy Małego, o którym nawet napisano w lokalnych mediach (czytaj). W międzyczasie zgłosił się do mnie po raz kolejny przedstawiciel Runner’s World, a także dziennikarz z Men’s Health. To wszystko było jak bajka.
Ja i siostra przed 34. MW
W czerwcu wystartowałem jeszcze w zawodach na 10 kilometrów w Pasłęku, a następnie wyjechałem, razem z moją dziewczyną, za granicę do pracy. Tam też zacząłem przygotowania do maratonu. Pracę zaczynałem o godzinie 8:30, kończyłem o 17:00. Postanowiłem jednak, że będę biegał rano. I tak każdego ranka budziłem się o godzinie 3:30, jadłem owsiankę i szedłem biegać. Po powrocie rozciąganie, brzuszki, pompki i śniadanie przygotowane przez Patrycję. To właśnie ona zapewniała mi komfortowe warunki do treningów. Nie tylko robiła mi posiłki, ale w każdą wolną niedzielę wsiadała na rower i wyruszała ze mną na długie wybiegania. Podczas tego najdłuższego pokonaliśmy ponad 40 kilometrów. Widziałem, że była wycieńczona. Myślałem, że już nigdy nie spojrzy na rower, ale ona w następnym tygodniu znowu mi towarzyszyła. Warto też odnotować, że w międzyczasie po raz kolejny spotkała mnie miła niespodzianka. Wziąłem udział w konkursie organizowanym przez Adidas Running i wygrałem Adidas MiCoach Pacer. Była to pierwsza nagroda jaką kiedykolwiek wygrałem w jakimś konkursie.
Po powrocie do kraju udaliśmy się na wakacje nad Adriatyk, gdzie cały czas intensywnie szykowałem się na Warszawę. Dwa tygodnie przed maratonem wziąłem jeszcze udział w półmaratonie w Olsztynie. Czas 1:29:20 był bardzo dobrym prognostykiem przed startem docelowym.
Moja Patrycja
29. września pojechaliśmy do Warszawy. Dołączyła do nas jeszcze moja siostra i we trójkę zameldowaliśmy się w stolicy. W niedzielę o godzinie 7:00 byliśmy już pod stadionem, a pół godziny później zaczęła się najważniejsza impreza w moim życiu. Do mety dobiegłem z czasem 3:22:05, ale biorąc pod uwagę problemy z nogą cieszy fakt, że w ogóle dotarłem. Nie to było jednak tego dnia dla mnie najważniejsze. Tak, mimo długich i żmudnych przygotowań do tej imprezy to jednak nie ona zaprzątała mi głowę. Otóż 30. września  zostałem nie tylko Maratończykiem, tego dnia oświadczyłem się swojej dziewczynie – Patrycji. I to zaraz po przekroczeniu mety, na samym środku Stadionu Narodowego. Z Warszawy przywiozłem nie tylko medal, ale również Narzeczoną.
Dzisiaj mija już ponad rok od czasu kiedy zacząłem biegać. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu nie wyobrażałem sobie siebie na ścieżkach biegowych, a teraz patrzę w swój dzienniczek i nie dowierzam – spędziłem już na nich prawie 13 dni! Przebiegłem w tym czasie blisko 3,5 tysiąca kilometrów. Zmieniłem swój wygląd, charakter, podejście do świata. Uświadomiłem sobie, że mam przy sobie prawdziwy skarb, kobietę, na której mogę zawsze polegać. Przez cały ten czas miałem też wsparcie rodziców (tak swoich jak i Patrycji), siostry i babci, którzy trzymali za mnie kciuki podczas każdych zawodów, a kiedy tylko mogli stawali przy trasie by wspomóc mnie dopingiem. Zdobyłem wielu nowych znajomych, z którymi łączy mnie coś więcej niż imprezy – łączy nas pasja. Pasja do biegania. Bo to właśnie dzięki bieganiu zawdzięczam to wszystko.
Ja i Patrycja przed 34. MW
Jeżeli ktoś doczytał tę historię do tego miejsca pragnę bardzo serdecznie podziękować za wytrwałość. Tak jak wspomniałem na wstępie, mam nadzieję, że znajdzie się chociaż jedna osoba, która po przeczytaniu tego również zdecyduje się na zmiany w swoim życiu – mniejsze, bądź większe J
Obecnie szykuję się na przyszłoroczne maratony w Krakowie i Berlinie. Jeżeli ktoś ma ochotę zobaczyć jak przebiegają moje przygotowania do tych zawodów, a także jak wygląda moje aktualne odżywianie – zapraszam na mojego bloga – Biegacz z Północy.         

31 komentarzy:

  1. Witam Cię,

    po pierwsze to gratulacje ! Niesamowity wyczyn. Tak schudnięcie jak i sukcesy sportowe.

    Sam mam w perspektywie rozpoczęcie biegania. Boję się jednak o moje nogi. Obecnie ważę więcej niż Ty gdy zaczynałeś i nie wiem jak zareagują stawy. Jakie były Twoje doświadczenia pod tym kątem ? Nogi nie ucierpiały od przeciążenia ?

    Pozdrawiam,
    Maciek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam
      Otóż nie - nie miałem żadnych problemów ze stawami. Nie bolały mnie kolana, nie miałem żadnych problemów z kostkami. Jedyne co mnie "złapało" to Shine Splint (tutaj znajdziesz więcej informacji na ten temat http://www.bieganie.pl/forum/viewtopic.php?f=2&t=14251).
      Wiele osób zaleca zacząć od marszobiegów, ja jednak (nie)stety o tym nie wiedziałem i od razu zacząłem biegać. Być może miałem dużo szczęścia, że nie dopadła mnie żadna kontuzja, ale z drugiej strony to kto wie - może gdybym nie zaczął od razu biegać to nie spodobałoby mi się to tak bardzo.

      Pozdrawiam
      Michał

      Usuń
  2. mysle ze regularnie bede zagladal na twojego bloga. Zuch ;)
    ps. masakra z tym wpisywaniem hasel

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem pod wrażeniem Twojego wyczyny. Gratuluje i chylę czoła :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przede wszystkim mega gratulacje za wytrwałość i walkę z słabościami jakie spotykają każdego z nas, zwłaszcza przy tak kapryśnej aurze.
    Pytanie, ile teraz ważysz i przy jakim wzroście.
    Robiłeś może badania składu organizmu przed podjęciem wyzwania i teraz? :)
    Pozdrawiam i do zobaczenia na biegowych ścieżkach,
    KA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam,
      wielkie dzięki. Co do pytań to ważę obecnie 75 kilogramów przy wzroście 190 centymetrów. Badań niestety żadnych nie robiłem. Po prostu średnie wierzyłem początkowo w jakikolwiek większy efekt. To nie miała chyba być taka generalna przemiana tylko próba zrzucenia kilku kilogramów :)

      Powodzenia i do zobaczenia na biegowych szlakach :)

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam, zafascynowana bieganiem postanowiłam spróbować i ja. Bieganie to piękny sport i przynosi nam wiele wiele dobrego ;) Życzę powodzenia, samych sukcesów biegowych i nowych wyzwań. Pozdrawiam serdecznie
    kobietkabiega.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Kolego, gratuluję wytrwałości jestem dumny z Twoich sukcesów, wzruszyłem się Twoimi wielkimi sukcesami na mecie maratonu.

    Pozdrawiam,
    chudybyk.pl

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam!
    Przeczytałem twoja historie chyba z 4 razy! Naprawdę cie podziwiam, wiem a przynajmniej domyślam się ile cie to wysiłku kosztowało, ale przez to bieganie to twoja druga miłość :D Pozdrawiam i powodzenia w dalszym biegowym życiu !
    Adam

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudownie! Gratuluje Ci z całego serca! Zainspirowałeś mnie! :))

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam
    Pisze żeby podziękować za inspiracje do biegania ;) i kilkukrotne podbudowanie mnie Biegam na razie powoli ale biegam (no i mam tez swojego microbloga na forum)
    Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję
    andy_czarny

    OdpowiedzUsuń
  12. wielki szacunek. Ja też podobnie zaczęłam swoją przygodę z bieganiem, tez chciałam zrzucić co nieco bo niestety po rzuceniu palenia przybyło co nieco . Wiem ile wysiłku i samozaparcia musiałeś w to włożyć, ile razy musiałeś się zmagać z własnymi słabościami . I dlatego chyle głowę, naprawdę wielki wielki szacunek. życzę dalszych sukcesów i wytrwałości w tym co robisz .;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Rzekł bym jak bym to już przeżył :D
    tylko ja rozwaliłem kolano i od momentu zaprzestania treningów 92 zamieniło się na 94 i dupa

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo lubię czytać Twojego bloga, zachęca do biegania.

    OdpowiedzUsuń
  15. Gratulacje-ale ja mysle,ze jestes troche za chudy-jedz wiecej.Poza tym moze wezmiesz udzial w Sparthatlonie z Aten do Sparty na dystansie 246 km-czas musi byc krotszy jak 36 godzin.Swoja droga ja niedawno zaczelam biegac i nie moge ubiec nawet kawalka-po kawalku serce chce mi wyskoczyc z piersi i nie moge zlapac oddechu-mimo,ze jestem raczej szczupla.Napisz prosze jakies rady dla poczatkujacych co nie moga przebiec nawet 1 km truchtem.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewniam, że obecnie wyglądam "znacznie lepiej" :) Co do Sparthatlonu to nie ukrywam, że jest to właśnie moje marzenie. I to jedno z tych "do spełnienia" :) Aczkolwiek to jeszcze nie ten czas :)
      Co do Twojego biegu to mogę Ci polecić któryś z planów:

      http://bieganie.pl/?cat=19

      Szczególnie polecam plan 6-tygodniowy :) Swoimi postępami możesz podzielić się z innymi na forum bieganie.pl.

      Co do biegania to wg mnie najważniejsze są: konsekwencja i systematyczność. A jeżeli mówisz, że podczas biegu nie możesz złapać tchu to... zwolnij :) To chyba najczęstszy problem początkujących (również mój) :) Zawsze chcemy szybciej :) A tak naprawdę tempo nie ma znaczenia. Dystans również :) Najważniejszy jest czas spędzony na treningu :)

      Powodzenia :)

      Usuń
  16. Gratulacje i powodzenia, wytrwałam do końca, świetny artykuł :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Pełen szacunek dla Ciebie i Twoich sukcesów. Z rok temu trafiłem na Twojego bloga i postanowiłem zmienić swoje życie.Niestety przeliczyłem się i to bardzo boleśnie. Po pewnym czasie trochę już mądrzejszy i z wsparciem fizjoterapeuty -biegacza znów zacząłem swoją walkę z mega nadwagą.Chcę biegać i będę..... Do wszystkiego powoli trzeba dojrzeć.... Prowadzę swój mały blog , ale na Twój zaglądam zawsze gdy potrzebuję motywacji. Dzieki ,Pozdrawiam i życzę samych sukcesów.

    OdpowiedzUsuń
  18. Gratuluję- determinacji i odwagi w sięganiu po marzenia:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Hej od miesiąca biegam. Mam plan treningowy i chcę zrzucić kilka kilogramów. Myślisz że ten thermo speed pomaga przy regularnym bieganiu ? Staram się jeść regularnie posiłki oraz nie jem słodyczy i smieciowego jedzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Choć sam używałem to dość sceptycznie podchodzę do takich wspomagaczy. Polecam, abyś na początek obserwował wagę i obwody przez powiedzmy 2 miesiące bez tego. Jeżeli będą spadały to nie ma sensu jeszcze czegoś brać. Tylko pamiętaj, że na treningach budujesz formę, a kilogramy gubisz w kuchni. Poza tym co wymieniłeś unikaj jeszcze alkoholu i dużej ilości węglowodanów oraz objadania się i powinno być ok. Powodzenia!

      Usuń
  20. Witam
    Bardzo budująca historia.Ja dzisiaj zrobiłem pierwszy trening-marszobieg 4,74km w 46,23 ważę 105kg,mój cel to 80kg

    OdpowiedzUsuń
  21. Witam
    Bardzo budująca historia.Ja dzisiaj zrobiłem pierwszy trening-marszobieg 4,74km w 46,23 ważę 105kg,mój cel to 80kg

    OdpowiedzUsuń
  22. Brawo! Człowieku jesteś wielki! Dla mnie na maksa! Zmieniłeś swoje życie by było lepsze. Niewielu z dzisiejszych ludzi to potrafi. Trzymam kciuki za Twoje losy. Poza tym fajnie piszesz - to prawdziwy tekst bez nadęcia, itd. Pozdrawiam, Maciej

    OdpowiedzUsuń
  23. Niesamowita metamorfoza! Aż trudno uwierzyć. Niesamowicie mnie zmotywowałeś. Ciekaw jestem co teraz u ciebie słychać... może jakiś nowy wpis na blogu?

    Pozdrawiam
    http://sportyoutdoor.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń