Na skróty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zawody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zawody. Pokaż wszystkie posty

3 lipca 2025

Najlepsze 100 wyścigowych kilometrów ever! - relacja z Varmia Gravel 2025

   
Kalendarz imprez gravelowych jest obecnie tak nabity, że można byłoby startować w zasadzie w każdy weekend w minimum dwóch wyścigach. Z jednej strony powoduje to, że wiele zawodów trzeba odpuścić. Z drugiej zaś - startuje się tylko w tych najlepszych. A nie wątpliwie do takich zaliczyłbym Varmię Gravel. Zresztą nie będę czarował - mam sentyment do tej imprezy, bo pochodzę z Warmii. Wyjazd do Majd to zawsze pretekst, żeby wrócić w rodzinne strony, odwiedzić rodziców. I choć każdego roku (startuję tutaj od pierwszej edycji w 2023) obiecuję sobie, że tym razem będę spał na miejscu, żeby nie tracić sił i czas na dojazdy to zawsze kończy się jeżdżeniem przez 4 dni z Lidzbarka i do Lidzbarka. Cóż - może za rok ;)

1 października 2022

Trzej muszkieterowie - relacja z Great Lakes Gravel 2022


     Po zeszłorocznej edycji początkowo mówiłem, że nigdy więcej tu nie wrócę. Później moja stanowczość i zdecydowanie nieco osłabły. A w dalszej kolejności... nabrałem ochoty na powrót na trasę GLG. Tyle tylko, że tym razem moim celem miało być nie samo ukończenie, a powalczenie o jak najlepszy wynik. 

    W zasadzie jeszcze mniej więcej na miesiąc przed imprezą wierzyłem, że tak właśnie będzie. Aczkolwiek im bliżej było dnia startu tym więcej rzeczy szło totalnie nie po mojej myśli. Zaczynając od 7anna, która wystawiła mnie na kilka dni przez imprezą i zostawiła bez roweru (choć wszystko mieliśmy wcześniej dogadane), przez zapalenie krtani jakiego się nabawiłem tuż przed imprezą (miałem nawet wykupiony antybiotyk, choć zamierzałem go wziąć dopiero jakby pojawiła się gorączka) kończąc na fatalnym stanie mojego Krossa którego jako tako (koronki do kasety dobrałem z kilku różnych znalezionych w garażu, a mleko do tylnej opony z 3 różnych gum - efekt montowania roweru na 2h przed odjazdem). 

7 września 2022

Historia pisze się na naszych oczach - relacja z historycznych I Gravelowych Mistrzostw Polski Starachowice 2022

fot. Gravel Man
    Mam w głowie wiele imprez, w których planuję / chciałbym wziąć udział. Po głowie chodzi mi od dawna Wanoga czy szosowy Cyclassics w Hamburgu. I tak mija kolejna edycja, a ja jakoś nie pojawiam się na starcie. Zapewne podobnie byłoby z pierwszymi Gravelowymi Mistrzostwami Polski, gdyby nie wiadomość od Bodzia - "MP Gravel chcesz jechać ze mną?". To zdanie sprawiło, że mrzonka o starcie zamieniła się w plan. Co prawda szybko podziękowałem Michałowi za propozycję, ale jak zacząłem planować szybko okazało się, że jak mam gdzieś jechać to chcę jechać z Pati. Głosu sprzeciwu nie było więc szybko zarezerwowałem hotel.

13 lipca 2022

Szukając powodu - relacja z Kaszubski Gravel Kartuzy 2022

     Od imprezy minęło już trochę czasu, a u mnie ciągle nie pojawiła się relacja. Jednak zawsze wypadało coś ważniejszego albo - nie będę ściemniał - nie chciało mi się do tego siadać. Już nawet nie o to chodzi, że jakby nie było będzie to relacjonowanie własnej porażki. W końcu z tych można wyciągnąć więcej nauki niż z pięknych zwycięstwo. Niemniej cała impreza (choć zorganizowana na tip top), cały ten dzień nie będą mi się dobrze kojarzyły. Zbieg zdarzeń około sportowych sprawił, że na starcie nie powinienem się w ogóle pojawić - ale się pojawiłem 🤷‍♂️. A skoro w sobotni poranek zameldowałem się w Kartuzach to nie było innego wyjścia - trzeba jechać.

9 czerwca 2022

Nic dwa razy się nie zdarza? Czy na pewno?- relacja z Cyklo Gravel Gdańsk 2022

Fot. cyklo.info.pl/
    Są takie zawody, które są po prostu do odhaczenia. Często nawet nie chce mi się specjalnie rozpisywać o startach w takich impreza. I nie jest to żaden zarzut do organizatorów, bo mogą to być naprawdę rewelacyjnie zorganizowane wyścigi. Mną po prostu nie targają żadne emocje, a bez emocji to nie jest to samo. 

    Czy taką właśnie imprezą był ostatni Cyklo Gravel Gdańsk? Oj nie! Zdecydowanie nie. Byłem nakręcony na tą imprezę, chociaż nie ukrywam, że zeszłotygodniowe starty w GPA zakończone dwukrotnym podium, zdjęły nieco presji jaką na siebie gdzieś w głowie nakładałem. 

30 listopada 2021

Panie i Panowie organizatorzy chapeau bas - relacja z Super Pucharu Polski CX V Owocowy Przełaj

Fot. VeloArt

     Niemal dokładnie dwa lata temu napisałem, relację z IV Owocowego Przełaju, którą zatytułowałem "Tak proszę Państwa powinno wyglądać sportowe święto!". W miniony weekend wróciłem do Laskowic na V edycję tej imprezy i... nic się nie zmieniło - Owocowy Przełaj to w dalszym ciągu sztos! Jeżeli Bryksy są porównywalne do belgijskich przełajów to tutaj mamy cyclocross po polsku. I to jaki cyclocross!

    Nad odwołaniem tej imprezy przed rokiem najbardziej ubolewałem. Jednak co się odwlecze... Jak tylko ogłoszono zapisy na tegoroczny wyścig od razu się zapisałem. Tutaj nie ma znaczenia aktualna forma, priorytety w sezonie - nawet kontuzjowany przyjechałbym chociaż pokibicować. Owocowy Przełaj to taki must have w kolarskim półświatku. 

24 listopada 2021

Bogdziewicz Team na robocie - relacja z XVIII Bryksy Cross 2021

fot. Łukasz Zienkiewicz

    Ostatnio postanowiłem, że w tych dziwnych covidowych czasach nie będę stawiał sobie dalekosiężnych planów startowych. Ot po prostu - decyzję o starcie podejmuję spontanicznie, a startuję tylko w okolicy, żeby ograniczyć do maksimum logistykę. Stąd moja obecność na Cyklo Kartuzy, Cyklo Pelplin, rezygnacja z ŻTC czy wszystkich imprez w górach. Tyle tytułem wstępu, a teraz opowiem Wam jak przejechałem całą Polskę, żeby tuż przy trójstyku polsko - czesko - słowackim 3 kwadranse pojeździć rowerem w kółko.
    Mówiąc najprościej - wystartowałem u VeloGD i świat przełajów znowu mnie wchłonął! Wystarczyła godzinka na maksymalnym tętnie i znowu zaczęło się przeglądania kalendarza imprez CX, analizowanie bieżników w oponach 33 - milimetrowych, rozkminianie co do ciśnienia w kołach i tego czy po tych schodach da się wjechać czy jednak rama na ramię.

25 października 2021

Na spontanie albo wcale - relacja z Great Lakes Gravel 2021


     Nie wiem nawet od czego zacząć tą relację. Na myśl o tej imprezie w głowie pojawia mi się bałagan, w zasadzie prawdziwy chaos. Chęć startu w takim ultramaratonie chodził za mną już od dawna. Decyzję o starcie podjąłem przed rokiem i to dość spontanicznie - wziąłem do ręki telefon i pierwszy post jaki mi się wyświetlił na FB to ten z informacją, że po weryfikacji zgłoszeń na GLG są jeszcze wolne miejsca. Wysłałem więc maila i tak oto znalazłem się na liście startowej.

    Do startu miałem jeszcze rok, więc w ogóle nie zaprzątałem sobie nim głowy. Priorytetem jest dla mnie szosa i aż do 12.09 skupiony byłem tylko na niej. O starcie w GLG zacząłem myśleć w poniedziałek, a więc 4 dni przed imprezą. Do tego czasu nawet nie sprawdziłem w jakim stanie jest mój sprzęt, co mam, czego nie mam, co muszę kupić, co wymienić. Totalny spontan! Czy to właściwe podejście? Nie, zdecydowanie nie. W dodatku po starcie w Kartuzach całe ciśnienie ze mnie zeszło. W zasadzie czułem się jak na roztrenowaniu. Postanowiłem, że wezmę to co w garażu i jakoś to będzie. Żadnych nowości, bo te tuż przed startem przeważnie się nie sprawdzają.

28 sierpnia 2021

100-kilometrowa droga przez mękę.... - relacja z Cyklo Gravel Gdańsk 2021

Fot. Paweł Kamiński
    W zasadzie to większą część wyścigu zastanawiałem się czy napisać relację z dzisiejszej imprezy czy jednak sobie darować. Chcąc być z Wami szczery już w tym miejscu muszę wspomnieć, że to nie będzie normalna relacja, a raczej puszczanie w eter gorzkich żali i wylewanie frustracji. Jednak po pierwsze, żeby przejść z tym do porządku dziennego to sklecenie tych kilku zdań może pomóc. Po drugie, o ile jutro już będę chciał wyciągnąć wnioski z tej porażki to dzisiaj chce się po prostu mazać, wkurzać i tupać nogą (oczywiście tak delikatnie, żeby skurcze (tfu!) nie złapały).

28 czerwca 2021

Jaki tu spokój na na na na... - relacja z GPA na szosie Szczytno 2021

    Start w Szczytnie planowałem już od zeszłego roku. Jeszcze na mecie w 2020 roku podjąłem decyzję, że za rok wrócę i znowu powalczę o dobrą lokatę. Niemniej zapisałem się dość spontanicznie nie tak dawno temu i.... do końca nie wiedziałem czy pojadę na te zawody. Po pierwsze Szczytno jest atrakcyjne jeżeli jest połączone z weekendowym wyjazdem całą rodziną do dziadków na Warmię. Tym razem dziadków nie było. Po drugie przed rokiem byliśmy całą ekipą. Tym razem chętnych do wyjazdu nie było. Tak naprawdę jeszcze w sobotę gryzłem się z myślami czy jechać czy tym razem sobie darować. Sprawdziłem trasę - 2,5h drogi nie wyglądało źle, ponadto miałem już wszystko opłacone. A co tam - raz kozie śmierć - jadę.

   Kiedy już miałem wszystko w aucie Mieszko zapytał się gdzie jadę i kiedy odpowiedziałem, że na zawody zapytał: - "A przywieziesz mi puchar?" Lekko zmieszany odpowiedziałem, że pucharu raczej nie, ale na pewno przywiozę dla Niego i dla Mili - medal. Niemniej utkwiło mi to gdzieś z tyłu głowy, że oczekiwania w domu są znacznie większe niż pamiątkowy medal. A gdzie walczyć o puchary jak nie na GPA?

19 czerwca 2021

Nic nie zapowiadało, że to będzie udany wyścig tymczasem udany to mało powiedziane! - relacja z Wyścigu o Puchar Burmistrza Kartuz 2021

Fot. Szymon Kwiatkowski
   Otwieram oczy, czuję ból głowy. Spoglądam na zegarek - 5:06. Za wcześnie, żeby wstawać, ale nos mam tak zawalony, że muszę to zrobić. Dmuchanie zakończone krwotokiem - kurczę normalnie klasyka - w dzień wyścigu nie może być normalnie. 

   Wyścig o Puchar Burmistrza Kartuz, bądź jak kto woli Mistrzostwa Polski Amatorów Merida (jak stanowi regulamin), to na pierwszy rzut oka zwykła gonka. Dla mnie jednak, z przynajmniej kilku powodów, taka zwykła nie była. Po pierwsze nie startowałem od 9 miesięcy, co sprawiało, że czułem się niemal jak debiutant. Zresztą trochę byłem debiutantem, bo we wrześniu w Bytowie jechałem jeszcze w barwach Startu Kartuzy. Dziś zaś miałem po raz pierwszy pojechać w stroju Bogdziewicz Team!

   No i właśnie - jak już mówimy o barwach klubowych to nie będę ukrywał, że rywalizacja z kolegami ze Startu też dodawała trochę smaczku zawodom. Klęska na Cyklo, gdzie Prezes mnie niemal zdublował czy nieco mniej sromotna, ale jednak przegrana w Bytowie sprawiały, że chciałem się w końcu odegrać.

10 października 2020

W KOŃCU! - relacja z Rondo Chwaszczyno 3 X 2020

    Tak prawdę mówiąc to powinna tutaj się pojawić relacja z Orlen Lang Team Race w Bytowie. Nawet już parę razy przysiadłem do jej napisania. Tyle tylko, że jakoś chyba nie bardzo byłoby o czym pisać, bo choć były to świetne zawody to nie odcisnęły większego piętna w mojej świadomości. Ot po prostu - kolejny wyścig odhaczony. Nie to co Rondo Chwaszczyno z poprzedniego tygodnia! Jednak trzymajmy się jakiejś chronologii.

   Dnia 3. października nie powinno mnie w ogóle być w Chwaszczynie. Już dawno planowałem, że w tym dniu pojawię się w Słupsku na pomorskiej edycji Rajdów dla frajdy. Tyle tylko, że najpierw okazało się, że chętnych na wspólny wyjazd brak. A tym co zupełnie przeważyło szalę była - ekonomia. Dojazd stówka, wpisowe stówka. Stracony cały dzień, a w zamian wycieczka z mocnym finiszem. Żeby się zmęczyć w sobotę, nie musiałem jechać przez całe województwo. Wystarczyło wsiąść na rower o polecieć do Chwaszczyna. I właśnie na taką opcję zdecydowałem się w sobotę rano.

31 sierpnia 2020

Najsmaczniejsza szosa w tym sezonie! - relacja z Rowerowe Żuławy Cyklo Cedry Wielkie

Fot. Tomek Ferenc

   Kiedy jakiś czas temu napisał do mnie Bartek z zapytaniem czy byłbym zainteresowany robieniem za pacemaker'a podczas zaplanowanego na ostatnią niedzielę sierpnia rajdu po Żuławach - zgodziłem się bez wahania. Chociaż tak naprawdę do końca nie wiedziałem co sądzić o takiej formule imprezy. Niby szosa, a jednak bez ścigania? Ciężko było mi to sobie wyobrazić. Nie zrozumcie mnie źle, ale ja naprawdę traktuję rower jako narzędzie. U mnie kojarzy on się jednoznacznie ze sportem i rywalizacją, a jedynym odstępstwem od tego są przejażdżki z rodziną. Tak już mam. Kropka. 

29 lipca 2020

Słodko - gorzki smaku rywalizacji - relacja z Cyklo Gravel Krokowa 2020

   Nie wiem czy kiedykolwiek o tym wspominałem, ale pisząc relację z jakichkolwiek zawodów zawsze zostawiam wolne pole tytułowe, bo choć tak naprawdę wiem jak przebiegły same zawody to nie wiem do końca co w moim odczuciu będzie najważniejsze. Może to być miejsce w końcowej klasyfikacji, może jakaś inna cyferka typu prędkość, tętno czy moc, a może jakiś szczegół, który na pierwszy rzut oka w ogóle nie powinien mieć żadnego znaczenia. Podobnie jest teraz kiedy zaczynam wracać wspomnieniami do zeszłej niedzieli i sam jestem cholernie ciekaw co z tego wyniknie, co zostało w mojej głowie z II edycji gravelowych zmagań w Krokowej.
   Mocno chyba nie zaryzykuję jak napiszę, że Cyklo Gravel Krokowa to chyba pierwsza szutrowa impreza w Polsce, która doczekała się już kolejnej edycji. Przed rokiem była to nowość w Polsce - ściganie na gravelach. Rok 2020 przyniósł już wysyp gravelowych imprez, ale w 2019 w Żarnowcu mogliśmy czuć się pionierami w tego typu zmaganiach w naszym kraju. Jednak osobiście najmilej wspominam tamtą imprezę z zupełnie innego powodu. Otóż to właśnie wtedy, po raz pierwszy i jak dotąd jedyny, stanąłem na podium zawodów kolarskich. Już chociażby z tego powodu musiałem zapisać się na kolejną imprezę. A przyznam szczerze, że naprawdę długo wahałem się nad startem.

23 czerwca 2020

Start Kartuzy na robocie - relacja z Grand Prix Amatorów na szosie #1 Tuchola 2020

   Przed rokiem sezon szosowy zacząłem startem w GPA w Olsztynie, gdzie niespodziewanie udało mi się utrzymać koło najlepszych i dojechać do mety na 7 miejscu. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie są to mistrzostwa świata, ani nawet nawet MP :) Niemniej jazda z główną grupą w jakimkolwiek peletonie cieszy. Basta!
   Porównywanie sezonu 2019 i 2020 w zasadzie nie ma jakiegokolwiek sensu. Mam ogromną nadzieję, że takiego sezonu jak ten obecny nigdy więcej nie uświadczymy i będziemy go wspominać latami jako anomalię. Przed rokiem było wszystko zaplanowane, poukładane - wszystko działo się wg schematu. Obecnie zaś króluje spontaniczność - bo nie chciałbym tutaj mówić o chaosie. Planowanie? Nie ma sensu, bo dzisiejsze ustalenia już jutro mogą być totalnie nieaktualne.

8 czerwca 2020

Crème de la crème - relacja z Rondo Kartuzy #1

   Rok 2020 zostanie na pewno zapamiętany na długo. Sytuacja związana z pandemią dotknęła w zasadzie wszystkie sfery naszego codziennego życia - również sportu, również kolarstwa. Już w marcu wiedzieliśmy, że obecny sezon będzie... inny. Jaki dokładnie? Tego nie wiemy nawet dzisiaj, kiedy kalendarz startów powoli rusza po wiosenny lokaucie. Sytuacja jest bardzo dynamiczna i jedyną pewną rzeczą jest głód ścigania. Nikomu i niczemu nie ujmując - wirtualny wyścigi czy walka solo na segmentach to jednak nie jest kwintesencja tego sportu. To tylko zamiennik. Prawdziwych emocji dostarcza rywalizacja koło w koło, bark w bark. I właśnie to chciałem zobaczyć na niedzielnym Rondo Kartuzy.

17 grudnia 2019

Jedni mają TdF inni TdT - relacja z PP CX Nestle Fitness Tour de Toruń

Fot. Tomek Ferenc
   Są zawody, w których udział planuję z wielomiesięcznym, nawet rocznym, wyprzedzeniem. Są też takie, na które wybieram się z dnia na dzień. I są też takie jak Puchar Polski CX w Toruniu, gdzie niby od dawna planowałem start, a już na kilka dni przed imprezą z tego startu zrezygnowałem i ostatecznie w piątek kolejny zwrot akcji i jednak jadę!
   Nie chciałem jechać na zawody w pojedynkę, a piernikowo - dekoracyjne plany znane były od dawna i nie zamierzałem ich niweczyć swoimi przełajowymi zachciankami. Pomyślałem więc, że może pojadę z kimś ze startujących. Jednak znalezienie współtowarzysza nie należało do najłatwiejszych i ostatecznie zakończyło się fiaskiem. I kiedy już miałem odpuścić wpadłem na genialny pomysł, żeby zabrać syna, a żeby było mu raźniej to razem z kolegą, a żeby jemu było raźniej to razem z jego tatem. Ot taka męska inwazja na Toruń.

9 grudnia 2019

Zbyt zachowawczo? Potrzymaj mi piwo - relacja z "CX Part 2 - Kto złapie Rudolfa"

Fot. Tomek Ferenc
   Czego bym nie zrobił i jakbym się nie przygotował do tego startu - jednego mogłem być pewien - będę o niebo lepiej przygotowanym niż podczas październikowych zmagań 😉 Pierwsza edycja tegorocznej serii spod szyldu VeloGD i Fali to była totalna partyzantka. Teraz przynajmniej od kilku tygodni kręcę dość regularnie. Może bez akcentów, ale w moim wypadku nie o to chodzi, żeby błyszczeć formą zimą. Nie mam łydy, ani głowy Bodzia, żeby brylować cały rok :)
   Jednak wróćmy do samych zawodów. Wszystko w zasadzie układało się idealnie (to już powinno dać mi coś do zrozumienia :) ) - zmniejszona o połowę objętość w tygodniu, zapoznanie się z terenem, lekkie Gravelondo w sobotę. Nic tylko dać z siebie maksimum!
   Do Gdańska pojechałem sam. Pogoda była niezbyt przyjemna i nie chciałem, żeby dzieciaki wymarzły gapiąc się jak ojciec tapla się w błocie. 
   Na miejscu niespodzianka - całkiem inna trasa niż przez paroma tygodniami. Szybkie zapoznanie się i równie szybki werdykt - ciekawsza, bardziej techniczna i z większym naciskiem na przełaj. Szybko zdałem sobie też sprawę, że co najmniej kilka podjazdów będę pokonywał z rowerem w rękach. Brak techniki i nie najlepsze na te warunki opony nie pozostawiały żadnych złudzeń. 

19 listopada 2019

Tak proszę Państwa powinno wyglądać sportowe święto! - relacja z Pucharu Polski CX Owocowy Przełaj

   Kolarstwem przełajowym zainteresowałem się w zeszłym roku. I to w sumie tylko i wyłącznie dzięki chłopakom z Velomania.pl, którzy organizowali w Gdyni Velomania CX Race. W ramach Gravelondo zrobiliśmy objazd trasy, więc głupio byłoby nie wziąć udziału. Spróbowałem i... wpadłem jak śliwka w kompot. W relacji z tamtych zawodów (link) napisałem:
Do minionej niedzieli i wyścigu Velomania CX Race, nigdy tego nie spróbowałem, choć kilka okazji ku temu było. Dziś zastanawiam się - dlaczego?! Ta forma wyścigu jest fantastyczna! I to zarówno dla zawodników jak i dla kibiców. Kiedy jechałem z rodziną chociażby na maraton to widzieliśmy się na starcie, a następnie po kilku godzinach na mecie. A tutaj? Co chwilę przejeżdża się przez start.

18 listopada 2019

Solidna lekcja - relacja z Pucharu Polski CX w Kartuzach

   Udany start z ubiegłego tygodnia dał mi solidnego kopa motywacyjnego. Postanowiłem pójść za ciosem i zaliczyć kolejne zawody. Choć na tym samym rowerze to w innej odmianie kolarstwa. W Krokowej było gravelowanie, a w Kartuzach miało być przełajowanie...
   Przez jakiś czas zastanawiałem się czy nie lepiej po prostu jak co sobotę pójść na Gravelondo. Jednak skoro wybierając rower postawiłem na przełaja, a nie na gravela to słabo byłoby teraz odpuszczać zawody przełajowe. Jasne - jest to zupełnie inne jeżdżenie niż na szosie, która mimo wszystko jest dla mnie priorytetem. Niemniej ciężko mi sobie wyobrazić lepszy trening zimą (nie uznaję trenażera) niż start w przełajach. Jednocześnie pracujemy na kondycją, siłą i techniką - coś pięknego!