Na skróty

21 czerwca 2016

O ketonalu, nietolerancji laktozy, magikach i ciężkiej pracy

   W ostatnim czasie dostałem całkiem sporo zapytań o posta odnośnie odstawienia laktozy i przede wszystkim efektów takiego zabiegu. Sam nie jestem do końca przekonany czy jest w ogóle o czym pisać. Jednak faktycznie skoro powiedziałem A informując, że odstawiam laktozę to warto powiedzieć B i skrobnąć kilka zdań o efekcie tego bądź co bądź eksperymentu.
   Zacznijmy jednak od początku. A początek tej historii sięga końcówki roku 2013. Wtedy to po bardzo intensywnym biegowo roku zaczęły męczyć mnie kontuzje. Szczególnie jedna okazała wyjątkowo dokuczliwa. Objawiała się bólem w odcinku od ud po lędźwie. Były okresy, że dokuczały pośladki, były takie że problemem były plecy, biodra lub przywodziciele. W jakiej kolejności i od czego się zaczęło najzwyczajniej nie pamiętam. Przez te 2,5 pół roku na pewno nie raz o tym pisałem i męczyłem swoimi bolączkami, więc teraz już nie będę się rozdrabniał. W każdym bądź razie był problem.

    Na początku go ignorowałem. Jak tylko zaczął się nasilać - sięgnąłem po tabletki przeciwbólowe. Głupota? Pewnie, że tak - to akurat nie ulega dyskusji. Niemniej po jakimś czasie - gdy problem ani odrobinę się nie zmniejszył, a wręcz nasilił, postanowiłem poszukać pomocy u specjalistów.
   Po wizycie u lekarza ogólnego, dzierżąc w dłoni receptę na ketonal stwierdziłem, że tego akurat lekarza ciężko nazwać specjalistą. Szukając dalej trafiłem do kilku ortopedów, paru fizjoterapeutów, specjalistów od terapii manualnej. Zrobiłem USG, RTG, badania krwi i różne inne cuda. Efekt? W zasadzie - brak.
   Zacząłem mocno pracować nad rozciąganiem. Często więcej się rozciągałem niż biegałem. Dorzuciłem też rower oraz pływanie. Problem jakby zmalał. W roku 2015 było niemal dobrze. Tyle, że sprawa nie była załatwiona w 100%. No i niestety początek roku 2016 przyniósł powrót kontuzji. Już jakiś czas wcześniej miałem symptomy, że tak może się zdarzyć. Jednak je zlekceważyłem. Powtarzano mi, że mój problem to efekt pospinanych mięśni, a skoro teraz tyle się rozciągam to nie ma opcji, żeby kontuzja wróciła. A jednak...
   Tym razem nie pobiegłem do apteki po Opokan. Od razu zacząłem szukać pomocy z zewnątrz. I tak właśnie trafiłem do cenionego fizjoterapeuty, który zalecił mi odstawienie laktozy. W zasadzie to sama ta wizyta była dość specyficzna. Wszedłem do gabinetu, usłyszałem, że jestem za ciężki na bieganie. Następnie po przejściu, pod pilną obserwacją, 5 kroków tyłem i przodem usłyszałem - nie tolerujesz laktozy. Zawalona wątroba i jelita są źródłem Twoich problemów. Następnie pan fizjoterapeuta w kilka chwil sprawnie nastawił mi kręgosłup, wręczył kartkę z instrukcją jak mam oczyścić organizm (zanim przejdę na dietę bez laktozy) i powiedział, że to by było na tyle. Dodał, że taka kuracja przyniesie efekty już po 2 tygodniach. 
   Tak jak wspomniałem wcześniej - była to bardzo specyficzna wizyta. Jednak postanowiłem spróbować. W zasadzie co mi szkodziło? Nic. Kupiłem sery oraz mleko bez laktozy. Zrezygnowałem z wszelkich produktów zawierających mleko lub mleko w proszku. Na samym początku zrobiłem kurację oczyszczającą z soli gorzkiej. 
   Na efekty postanowiłem dać sobie nie dwa, a trzy tygodnie - dla pewności. Jesteście ciekawi jakie były te efekty? No więc powiem tak - pisząc tego posta gryzę sobie słupek żółtego sera. Takiego normalnego - z laktozą. A tak już całkiem na poważnie - czy coś się zmieniło? Tak, zmieniło. Faktycznie czułem się dużo mniej wzdęty, niemal w ogóle nie miałem gazów. Pod tym względem - petarda. Jeżeli ktoś ma z tym problemy - polecam. Ale w przypadku mojej kontuzji - porażka na całej linii. Ból tak jak był - tak pozostał. 
   Jednak nie zamierzałem odpuszczać. Kolejną polecana mi instytucja to FizjoLab. Tak naprawdę nie robiłem sobie większych nadziei idąc na pierwszą wizytę do Mateusza Karni.
   Niemniej już na początku się pozytywnie zaskoczyłem. W porównaniu do poprzedniego fizjoterapeuty tutaj spotkałem się z zupełnie innym podejściem. Zrobiliśmy wywiad, kilka ćwiczeń, zabieg terapii manualnej. Mateusz postawił diagnozę, dobrał ćwiczenia, zadał pracę domową. Zaczęliśmy działać.
   Początkowo w ogóle nie pisałem o tym co robiłem ze swoją kontuzją, gdzie się leczę, jak się leczę. Nie wiedziałem czy nie skończy się jak przy poprzednich podejściach. Choć po pierwszej wizycie czułem znaczną poprawę to wiedziałem, że podczas wizyty usuwamy głównie skutek, a nie przyczynę. Nad usunięciem przyczyny miałem pracować specjalnie dobranymi ćwiczeniami w domu.
   Dzisiaj mija około 5 tygodni od pierwszej wizyty w FizjoLabie. Nie napiszę, że po kontuzji nie ma już śladu. Na to jeszcze za szybo. Jednak nasza praca przynosi efekty. A najlepiej świadczą o tym 2-3 ostatnie treningi, podczas których nareszcie nie czułem żadnego dyskomfortu. Wierzę, że zmierza to w dobrym kierunku. Trzymajcie kciuki! Będę informował na bieżąco, jednak już teraz wydaje się, że moim przypadku odstawienie mleka nie zastąpi ciężkiej pracy. Szkoda ;)

4 komentarze:

  1. Niech zgadnę - za małe użycie mięśnia pośladkowego wielkiego powodujące przepracowanie mięśni średnich, czwórek i dwójek?
    Ares

    OdpowiedzUsuń
  2. Będę śledził efekty, u mnie podobne objawy i kilkanaście różnych czasem wykluczających się diagnoz

    OdpowiedzUsuń