Tak naprawdę nigdy nie byłem specjalny fanem dwóch kółek. Ok - od czasu do czasu traktowałem go jako alternatywny środek lokomocji. Kiedyś jeździłem nim na treningi piłki nożnej. Później zdarzało mi się dojeżdżać na wykłady na dwóch kółkach. Miałem też okres, na początku swojej przygody z bieganiem, że w dni wolne, aby nie siedzieć w domu, siadałem na rower i pedałowałem ile sił w nogach. Tyle tylko, że nie sprawiało mi to specjalnej frajdy. Robiłem to bardziej dla uspokojenia sumienia.
W tym roku coś się zmieniło. Co raz częściej zacząłem wskakiwać na rower "bez powodu". W zimie parokrotnie wybrałem się na treningi rowerowe z kolegami, triathlonistami. Było fajnie - góra, dół, ciągłe napieranie, kilka wywrotek, dużo śmiechu. Taka wycieczka biegowa - tylko, że na rowerze.





