Na skróty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Praktyczne Rady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Praktyczne Rady. Pokaż wszystkie posty

2 czerwca 2020

Hiszpańsko - bojowe testowanie zaliczone na 5 - testy karbonowych kół Vinci Rapid 2020

   W ubiegłym roku miałem okazję testować karbonowe koła ze stajni Vinci Wheels - Rapid w wersji 38mm pod oponę i hamulce szczękowe. Wówczas zrobiły one na mnie bardzo dobre wrażenie dlatego cieszyłem się, że w sezonie 2020 będę mógł ponownie założyć Vinci i przy okazji porównać co się zmieniło od poprzedniego roku.
   Tym razem zamierzałem przyłożyć się do zadania jeszcze bardziej i rzucić koła na głęboką wodę. Innymi słowy - moje ciężkie dupsko i hiszpańskie górki! Jedenaście dni latania po Hiszpanii to wg mnie odpowiedni czas, żeby móc powiedzieć co nie co o produkcie Vinci.

21 czerwca 2016

O ketonalu, nietolerancji laktozy, magikach i ciężkiej pracy

   W ostatnim czasie dostałem całkiem sporo zapytań o posta odnośnie odstawienia laktozy i przede wszystkim efektów takiego zabiegu. Sam nie jestem do końca przekonany czy jest w ogóle o czym pisać. Jednak faktycznie skoro powiedziałem A informując, że odstawiam laktozę to warto powiedzieć B i skrobnąć kilka zdań o efekcie tego bądź co bądź eksperymentu.
   Zacznijmy jednak od początku. A początek tej historii sięga końcówki roku 2013. Wtedy to po bardzo intensywnym biegowo roku zaczęły męczyć mnie kontuzje. Szczególnie jedna okazała wyjątkowo dokuczliwa. Objawiała się bólem w odcinku od ud po lędźwie. Były okresy, że dokuczały pośladki, były takie że problemem były plecy, biodra lub przywodziciele. W jakiej kolejności i od czego się zaczęło najzwyczajniej nie pamiętam. Przez te 2,5 pół roku na pewno nie raz o tym pisałem i męczyłem swoimi bolączkami, więc teraz już nie będę się rozdrabniał. W każdym bądź razie był problem.

26 lutego 2016

Moje bieganie - 5 lat później

   Kilka lat temu opisałem swoje biegowe początki - Moje bieganie / OD 130 KG DO MARATONU W 15 MIESIĘCY. Pisałem o tym jak pewnego dnia okazało się, że nie mogę założyć butów bez siadania i postanowiłem coś zmienić. Opisałem jak zacząłem biegać, jak zrzucałem balast. W większości tekst spotkał się z naprawdę bardzo pozytywnym odzewem. Pojawiły się jednak także głosy, że w sumie to nic wielkiego (z tym akurat też się muszę zgodzić - jak ktoś jest zawzięty i zdeterminowany - nic nie stoi na przeszkodzie) oraz nieco zaczepne komentarze w stylu - ciekawe za kilka lat jak będzie wyglądał autor.

4 listopada 2015

"Powiedz mi jak wyglądały Twoje treningi zimą...

   ... a powiem Ci jakim jesteś biegaczem" - cytat zasłyszany lata temu, ale ciągle jakże aktualny. Szczególnie w obecnej porze roku. W momencie kiedy temperatura coraz częściej zbliża się ku zeru, a nocami zahacza nawet o minus.
   Biegać zaczynałem w 2011 roku, w połowie sierpnia. Zanim to bieganie w ogóle mi się spodobało, zanim w ogóle moje ciało zaczęło je akceptować, minęło kilka miesięcy. I tak oto pierwsze przyjemne treningi zaliczyłem dopiero zimową porą. Jaka była radość jak na Boże Narodzenie dostałem swój pierwszy zegarek z GPS. Pierwszy dzień świąt wypadał wtedy w niedzielę i od razu mogłem wypróbować sprzęt na długim wybieganiu. 

15 sierpnia 2015

Rodzicu - daj przykład swojemu dziecku!

   Kilka dni temu przeczytałem artykuł Newsweek'a odnośnie problemu Polaków z wagą - Polska tyje na potęgę. Przeczytałem, i choć zdawałem sobie sprawę, że problem jest, naprawdę się przeraziłem. Nie wiedziałem, że jest on TAK wielki. Bo jak inaczej skomentować fakt, że ponad połowa z nas ma nadwagę, a więcej niż co czwarta osoba jest otyła?
   Ale to co najgorsze, to wysoki procent (22%) dzieci, które zmagają się z problemami z nadwagą i otyłością. Specjaliści twierdzą, że w Polsce obecne pokolenie dzieciaków będzie pierwszym, które będzie żyło krócej niż swoi rodzice. Dramat.

31 lipca 2015

Pasja do biegania - jak jej nie stracić

    Po książkę "50 maratonów w 50 dni" Deana Karnazesa sięgnąłem jak po kolejną ciekawą lekturą opowiadającą o przygodach, przeżyciach i dokonaniach znanego ultramaratończyka. I faktycznie - znalazłem w niej te wszystkie rzeczy. Są tam historie związane z przedsięwzięciem Endurance 50, są opowieści o innych biegach. Niewątpliwie jest ciekawie. Jednak to nie wszystko! W książce Deana jest też mnóstwo interesujących, pożytecznych informacji i to nie tylko dla ultrasów. W tym poście chciałbym się skupić na jednej rzeczy, o której pisze Karnazes, a o której sam ostatnio sporo myślałem - motywacji do biegania.

9 grudnia 2014

Rozciąganie - podstawa każdej aktywności

Rys. 13 Skłon w przód
   Tak naprawdę nigdy nie byłem fanem rozciągania się. Traktowałem to jako "głupi wymysł" i "zbędną stratę czasu". Po co miałbym się rozciągać skoro w tym samym czasie mogę przebiec jeszcze kilka kilometrów. Rozciąganie zostawiałem dla profesjonalnych biegaczy. Niby czemu miałoby służyć dla takiego amatora jak ja?
   Pierwsze miesiące mojego biegania były pozbawione jakichkolwiek ćwiczeń rozciągających. Jednak jak już się wciągnąłem w trenowanie, zacząłem się dokształcać - interwały, wybiegania, przebieżki itd. No i gdzieś tam, w tych wszystkich książkach przewijało się hasło "ćwiczenia rozciągające". Pomyślałem, że jak chcę już trenować to trzeba i to nieszczęsne rozciąganie wprowadzić do planu treningowego. Tak też zrobiłem. Jednak z perspektywy czasu muszę przyznać, że traktowałem to jak "zło konieczne" i robiłem mocno na odp***. Ani nie dobrałem odpowiednich ćwiczeń, ani się do nich nie przykładałem.

   Długo udawało mi się tak funkcjonować. Przez ponad 2 lata nie mogłem narzekać na żadne problemy. Jednak limit szczęścia wykorzystałem. Ostatni rok pokazał mi dobitnie jak ważne jest rozciąganie. Nie będę tutaj po raz setny opisywał moich dolegliwości - wspomnę tylko, że praktycznie wszystkie były efektem braku rozciągania. Po raz kolejny nadszedł czas zmian.

25 listopada 2014

Biegacz z Północy i... palenie papierosów

   Choć dzisiaj omijam papierosy szerokim łukiem to muszę przyznać, że nie zawsze tak było. Przez pewien czas widok mnie z papierosem w ręku wcale nie należał do rzadkości. Paliłem w domu, paliłem na uczelni, paliłem w pracy. Nie było opcji wyjścia na imprezę bez paczki fajek.
   Tak naprawdę nigdy tego palenia nie rzuciłem. W większości przypadków jakie znam rzucanie palenia kończyło się klapą, dlatego ja swoje jedynie "zawiesiłem". Idąc na pierwszy trening powiedziałem sobie, że palenie w momencie kiedy chcę uprawiać sport - biegać, będzie hipokryzją. Nie zakładałem, że moja biegowa przygoda potrwa dłużej niż kilka-kilkanaście dni, więc zawarłem sam ze sobą umowę, że póki mi się bieganie nie znudzi - nie sięgnę po papierosy. I taki stan rzeczy trwa już ponad 3 lata.

24 września 2014

Jesienna kuchnia biegacza (z północy)

   Jak to zwykle bywa – koniec lata oznacza początek jesieni. Teraz już coraz rzadziej będziemy narzekać na upały w czasie treningów. Coraz rzadziej w ogóle będzie nam towarzyszyć słońce. Zarówno Ci biegający wcześnie rano, jak i wieczorni biegacze będą musieli ponownie przywyknąć do szurania w świetle latarni bądź z czołówką na głowie. 
   Jednak jesień to nie tylko ciemno i zimno (na to przyjdzie pora zimą :) ). W końcu od lat mówi się o „złotej, polskiej jesieni”. A o taką, nawet jeśli brakuje jej za oknem, możemy zadbać we własnych kuchniach. Mi osobiście okres między latem i zimą kojarzy się z warzywami dyniowatymi. 

11 lutego 2014

Aua jak boli! Biegać czy odpuścić?

fot. wiki-fitness.com
   Zapewne każdego z nas niejednokrotnie coś bolało - a to kolano, a to łydka, biodro czy stopa. I co zrobić w takiej sytuacji - wyjść na trening? A może lepiej odpuścić sobie bieganie?
   Zaczynając bieganie, nieco ponad 2 lata temu, spotkałem się z bardzo ciekawą opinią. Opinią, z którą po dziś dzień w pełni się zgadzam. Otóż możemy wyróżnić dwa rodzaje bólu. Pierwszy z nich to początki kontuzji bądź kontuzja. W jego przypadku kontynuowanie planu treningowego absolutnie nie wchodzi w grę. Najlepszym wyjściem jest od razu zaprzestanie jakiejkolwiek aktywności i udanie się do lekarza.

8 lutego 2014

Śniadanie Mistrzów - Owsianka Biegacza z Północy

   Owsianka - mityczne, owiane legendą śniadanie biegaczy. Jest to posiłek wręcz kultowy w środowisku ludzi aktywnych. Na 10 osób, które zapytamy co jedzą na śniadanie, 9 odpowie, że owsiankę. A co jest w niej takiego wyjątkowego? Co sprawia, że zdobyła taką popularność? Wg mnie wszystko sprowadza się do tego, że jest to posiłek zdrowy, pełnowartościowy i jednocześnie taki, który każdy może dopasować do siebie. Ilu konsumentów owsianki, tyle jej różnych odmian. Jedni jedzą ją na słodko, inni na wytrwanie. Jedni zalewają mlekiem, inni wodą. Jedni dodają owoce, inni wolą nasiona. I można tak w kółko. A jak wygląda obecnie moja owsianka?

31 stycznia 2014

Zimowa zbroja - zima 2013/2014

   Przed rokiem, poproszony o post na temat swojego zimowego stroju, napisałem - Zimowa zbroja. Pomyślałem więc, że warto byłoby napisać podobne podsumowanie również w tym roku. W końcu z roku na rok sporo się zmienia w biegowym półświatku. Jednak najważniejsze, że wciąż niezmienna jest pasja - bieganie!
   Wracając jednak do stroju. Zaczynamy od bielizny. Obecnie, biegając przy temperaturach około kilku kresek poniżej zera, zakładam bokserki Running Ekiden KALENJI. Wg mnie sprawdzają się bardzo dobrze - nie powodują żadnego dyskomfortu, obtarć, odparzeń. Nic więcej od nich nie wymagam, zwłaszcza, że ceny marek Decathlon są raczej dość niskie (w porównaniu z dużymi, wiodącymi markami).
Na nogi wciągam skarpetki, w których latałem również latem, wiosną i jesienią. Mam ich kilka par. Są to między innymi skarpetki od Compressport (aczkolwiek jak jest duży mróz wolę założyć te nieco dłuższe niż do kostki :) ) oraz moje ulubione w ostatnim czasie - Karrimor Marathon.

23 stycznia 2014

Chcąc przyspieszyć muszę... zwolnić!

   W ostatnich tygodniach zastanawiałem się jak wpasować swoje przygotowania do maratonu w nowy rozkład dnia. Wpasować tak, aby bieganie nie kolidowało z pracą. A w związku z tym, że jest to praca fizyczna, musiałem też zastanowić się nad tym jak trenować. Nie chcę powtórzyć błędów z wakacji. Wtedy biegałem dużo, biegałem szybko i ostatecznie nic nie nabiegałem. Szukałem błędów jakie popełniłem w tamtym okresie. I znalazłem co najmniej kilka.
   Pierwszy i najważniejszy, wg mnie, to wolne rozbiegania, które de facto wcale wolne nie były. Przykładowo, podczas 42 - kilometrowego wybiegania pokonywałem każdy kilometr średnio po 4:30/km. Tymczasem podczas zawodów na takim samym dystansie byłem w stanie utrzymywać tempo o zaledwie 18 sekund lepsze.

23 grudnia 2013

Z wizytą w High Level Center

   Zgodnie z obietnicą wrzucam relację z wizyty w warszawskim centrum sportowym - High Level Center. Wyjazd do Warszawy oraz badania były prezentem gwiazdkowym od rodziców. Dlatego chciałbym w tym miejscu im serdecznie podziękować - DZIĘKUJĘ!
   Mimo, że na badania byłem umówiony dopiero na czwartek, to swoją eskapadę do Warszawy rozpocząłem, wspólnie z Pati, już w środę. Rano wyszedłem na trening. Następnie zjedliśmy śniadanie i zapakowaliśmy się do autobusu. Kilka godzin później byliśmy już w stolicy. Może to nie ma zbyt wiele wspólnego z bieganiem, ale... w Warszawie mają strasznie drogie bilety komunikacji miejskiej (zwłaszcza, kiedy zniżka studencka już nie dla nas...). 

28 listopada 2013

Bieganie zimą jest fajne!!!

   Dzisiaj rano zauważyłem post Bartosza Olszewskiego na jego blogu (Warszawski Biegacz), który mnie na tyle zaciekawił iż postanowiłem napisać własny. Będący swego rodzaju odpowiedzią na Bartosza "Bieganie zimą wcale nie jest fajne!!!". Otóż absolutnie się z tym nie zgadzam. Dlaczego? Już wyjaśniam.
   W ostatnim czasie dość często zdarza mi się biegać z siostrą. W związku z tym, że są to biegi w tempie konwersacyjnym - dużo konwersujemy :) I właśnie wczoraj prowadziliśmy dyskusję na temat biegania w okresie zimowym. Zgodnie stwierdziliśmy, że właśnie zima jest najlepszym okresem do przygotowań. Najlepsze wyniki osiągamy (przynajmniej siostra i ja) nie jesienią, ale właśnie wiosną. 
   Wg mnie świetne w bieganiu zimą jest to, że chcąc nie chcąc, podczas każdorazowego treningu, dostajemy dodatkowo trening siły biegowej. Może i biega się przez to ciężej, ale trzeba mieć świadomość, że wiosną, kiedy śnieg zniknie, dostrzeżemy efekty.

9 maja 2013

Jak złamałem popularną "trójkę" w maratonie

   Sporo osób zastanawia się zapewne jak trenować, żeby złamać 3 godziny w maratonie. Od razu, szczerze powiem, że nie mam  specjalnego pojęcia jak powinno się to robić prawidłowo. Trochę poczytałem o treningach różnych osób: biegaczy - amatorów, zawodowców, trenerów. Jednak do walki z "trójką" nie zastosowałem niczyjego schematu ani planu. 
   Nie jestem trenerem i dlatego nie mam zamiaru się tutaj wymądrzać ani nikomu mówić jak ma biegać. Jedyne co mogę to napisać jak wyglądał mój trening do krakowskiego maratonu. Tak więc nie przedłużając...

25 kwietnia 2013

Wielkie pakowanie - czyli co zabrać ze sobą na maraton?

   No i stało się! Mam już za sobą ostatni trening w Gdańsku. Teraz tylko sobotni rozruch i coś na co czekałem od długiego czasu - start w krakowskim maratonie! W ramach przygotowań do tych zawodów pokonałem podczas treningów ponad 2 tysiące kilometrów, na biegowe trasy wyszedłem ponad 100-krotnie i spędziłem na nich przeszło 140 godzin. A przecież samo bieganie to tylko część treningu. Do tego dochodzi jeszcze rozciąganie, ćwiczenia siłowe. Ogólnie podsumowując poświęciłem całkiem sporo czasu i energii temu startowi. I mimo, że nie wiem czy uda się osiągnąć satysfakcjonujący rezultat, wiem jedno - było warto. Dzięki temu treningowi dzisiaj jestem nie tylko lepszym biegaczem, ale wydaje mi się, że również lepszym człowiekiem. Na pewno bardziej zdyscyplinowanym i poukładanym.
   Dzisiaj, na zakończenie przygotowań, zaprosiłem siostrę na wspólny trening i razem przetruchtaliśmy trasę Chełm - Jasień - Chełm. Przez całą drogę rozmawialiśmy tylko i wyłącznie o niedzieli. Jaką obrać taktykę, jaka będzie pogoda, trzymać równe tempo od początku do końca, czy może lepiej wolniej zacząć i przyspieszyć po połowie... Tematów do dyskusji nie brakowało. A i tempo sprzyjało konwersacji, bowiem każdy kolejny kilometr zajmował nam średnio 5 minut i 2 sekundy.
   Pochłonięci rozmową, nawet nie zorientowaliśmy się kiedy znowu wylądowaliśmy pod domem. Kiedy wciskałem STOP Gremlin wskazywał 15. kilometr i 586. metr. Na zakończenie, po raz kolejny w tym tygodniu, zrobiłem jeszcze pięć przebieżek na dystansie 100 metrów. Pierwsze 4 poleciałem w 17 sekund, a ostatnią o sekundę szybciej.
   A po treningu pora się spakować. No i właśnie co powinienem ze sobą wziąć? Postaram się stworzyć tutaj krótką listę rzeczy, które jako biegacz, zamierzam umieścić w swojej torbie. I tak oto, do Krakowa, zabieram:
1. Buty - ja biorę dwie pary. Nie podjąłem jeszcze decyzji, w których pobiegnę i wolę mieć do ostatniej chwili możliwość wyboru
2. Strój - poza koszulką i spodenkami, w których pobiegnę, zabieram ze sobą jeszcze jedną koszulkę i spodenki na sobotni rozruch. Ponadto nie mogę zapomnieć o opaskach kompresyjnych, skarpetkach biegowych, bieliźnie. W torbie też znajdzie się na pewno miejsce na dresy, czapkę z daszkiem, rękawiczki. Pogoda może być różna, dlatego warto też mieć ze sobą coś lekkiego, chroniącego przed wiatrem i deszczem - to pozwoli utrzymać odpowiednią temperaturę mięśni przed startem. Na drogę wciągnę na siebie również skarpety kompresyjne - tzw recovery socks, które, jak zapewnia producent, są: "Idealne do regeneracji po wysiłku oraz w czasie długich lotów, czy jazdy samochodem"
3. Dokumenty - często, aby odebrać numer startowy potrzebna jest karta zgłoszeniowa. W Krakowie takowej nie ma, ale trzeba mieć ze sobą dowód osobisty, a w przypadku studentów ważna jest również legitymacja - ta przyda się nie tyle przy odbiorze pakietów co w komunikacji miejskiej. Nie ma sensu przepłacać :)
4. Okulary - jeżeli w niedzielę będzie bezchmurne niebo to warto mieć ze sobą okulary przeciwsłoneczne.
5. Agrafki - już parokrotnie zdarzało mi się brać udział na biegach, gdzie albo nie było w ogóle agrafek albo było ich za mało (po 2,3) albo były dość "specyficzne" (bo jak inaczej nazwać agrafkę wielkości małego palca). Dużo nie ważą, a pozwolą uniknąć stresu.
6. Jedzenie - dla tych, którzy korzystają z żeli podczas biegu, na pewno istotną kwestią jest spakowanie swoich, sprawdzonych specyfików. Ja w czasie maratonu zamierzam konsumować smakołyki z mijanych punktów odżywczych - zapewne postawię na to co sprawdzone, czyli na banany. Niemniej zamierzam zabrać ze sobą jedzenie, aby przygotować sobie swoją poranną owsiankę. Ktoś może powiedzieć, że wszystko można kupić na miejscu, ale mając w pamięci rewolucje żołądkowe podczas wyjazdu do Niemiec, wolę nie kombinować i postawić na to co znam.
7. Gremlin - niektórzy polegają na oznaczeniach trasy umieszczonych przez organizatorów i na ich podstawie, wraz z pomocą zegarka, ustalają swoje tempo. Ja jednak wolę wrzucić na rękę mojego nieodłączonego przyjaciela - Gremlina.
   Ponadto nie należy zapominać o rzeczach, które każdy powinien ze sobą mieć podczas wyjazdów, jak np. kosmetyki, klapki, ręcznik, ubrania, bielizna itd. Na swojej liście starałem się umieścić tylko to o czym nie powinni zapomnieć maratończycy (także Ci przyszli!). Pozdrawiam i do zobaczenia w Krakowie!

PS: Jeżeli macie jakieś pomysły co jeszcze powinno się znaleźć na liście rzeczy do zabrania na maraton to piszcie - będę sukcesywnie ją uzupełniał. Razem na pewno o niczym nie zapomnimy, a przy okazji pomożemy innym.

1 marca 2013

Niemiecko - Holenderskie Menu Biegacza - Część 1: Owsianka

   Już jakiś czas temu zapowiadałem, że umieszczę na swoim blogu produkty jakie przyszło mi spożywać podczas wyjazdu za granicę. Kiedy w końcu zabrałem się za przygotowanie materiałów do tego artykułu okazało się, że jest ich tak wiele, że zmuszony jestem przygotować kilka postów. A więc na pierwszy ogień idzie owsianka.

Płatki owsiane

 


   W Polsce spożywam zazwyczaj płatki owsiane górskie od jednej ze znanych marek. Cena za 400g tych płatków to około 2-2,5zł. W Niemczech z kolei zaopatrywałem się w płatki owsiane oznaczone napisem "vollkorn"/"kernige". W obu przypadkach oznaczało to, że będę one z pełnego ziarna i nie będę dodatkowo zmielone. Dość mocno zaskoczyła mnie cena. Otóż nasi zachodni sąsiedzi liczą sobie za od 0,35€ do 0,39€ za półkilogramową paczkę. A więc niemal dwukrotnie taniej niż w Polsce.

Mleko

 




   Kolejny ważny składnik mojej owsianki to mleko. Z tym w Niemczech było o wiele trudniej, przynajmniej dla mnie - miłośnika mleka 0-0,5%. Takowe kupowałem jedynie w dwóch lokalnych marketach: K+K (mleko 0,3% firmy Naarmann - 38kcal/100g) oraz Combi (mleko 0,1% firmy Frischli - 34kcal/100g). Jeżeli chodzi o cenę to jednak w tym wypadku korzystniej wypada Polska, gdzie karton mleka kosztuje około 2 zł. Na zachodzie litr mleka kosztował mnie od ok. 0,55€ (Naarmann) do 0,69€ (Frishli).

Rodzynki

 


  A więc mamy już mleko i owsiankę pora więc na dodatki. Na pierwszy ogień idą rodzynki. Te zdecydowanie najsmaczniejsze pochodziły z sieci sklepów Aldi, a produkowane były przez firmę Trader Joe's. Duże, delikatnie miękkie, po prostu smaczne. Koszt 0,65€ za 250g, a więc podobnie jak w Polsce, gdzie za opakowanie 0,5kg trzeba zapłacić około 4,50zł.

Orzechy

 


   Kolejny ważnym elementem mojej owsianki są orzechy. Tutaj muszę się przyznać, że od czasu kiedy zacząłem jeść owsiankę, a więc od ponad roku, chyba tylko raz kupiłem orzechy/migdały w Polsce. Zapłaciłem blisko 10zł za 100gram! Od tamtej pory zawsze prosiłem tatę, aby kupował mi je za zachodnią granicą. W Niemczech opakowanie 200g kosztuje, o ile dobrze pamiętam, 1,00-1,50€. Na podobnym poziomie kształtują się ceny migdałów. Podczas ostatniego wyjazdu znalazłem też świetne orzechy w Lidlu od firmy Belbake. Opakowanie 75g kosztuje 0,66€, a do wyboru mamy orzechy ziemne, orzechy nerkowca, orzechy macadamia (niestety nie zdążyłem zrobić zdjęcia:)). Kiedyś dodawałem całe orzechy/migdały, ostatnio jednak wolę je w formie drobnej kostki bądź płatków.

Dżem

 



  Jeżeli chodzi o dżemy to początkowo preferowałem tylko te produkowane przez Linessę, dostępne w Lidlu (ok. 165kcal/100g). Jednak tato pokazał mi ciekawą alternatywę - konfitury od Confifrucht oferowane w sieciach Aldi (ok. 154kcal/100g). Dżem to również kolejna rzecz, która zaskoczyła mnie ceną. Otóż wydawać by się mogło, że skoro owoce są zdecydowanie tańsze w Polsce (przykładowo kilogram jabłek w Niemczech kosztuje około 2€ podczas gdy u nas za 1000g jabłek płacę niecałe 2zł.) to przetwory powinny być tańsze u nas. Jednak nic z tych rzeczy. Za słoik 280g w naszym kraju musimy zapłacić około 3,50zł, podczas gdy w Niemczech za dżemy płaciłem 1,19€ za 430g w przypadku Linessy oraz 0,99€ za taką samą ilość w przypadku Confifrucht. Ktoś może powiedzieć, że w Polsce też są tańsze dżemy. Ok, jednak dla tych którzy nie wierzą, że u nas jest drożej polecam porównanie cen konfitur od Linessy w Polsce i Niemczech.

Masło orzechowe

 


 Ze względu na to, że od czasu do czasu dodaję sobie kilka gram masła orzechowego do owsianki postanowiłem wspomnieć również o nim. Tutaj co prawda większy wybór był w Holandii, przynajmniej porównując sklepy, w których się zaopatrywałem. Ja jednak kupiłem masło orzechowe w Niemczech, a dokładnie w Combi. Co ciekawe znalazłem je na półce z żywnością... holenderską :) Jeżeli chodzi o zawartość orzechów to 90% jest bardzo przyzwoitym wynikiem. Niestety masło to zawiera dodatek oleju roślinnego. Aczkolwiek rekompensuje to nieco cena. Ja za swój, 500-gramowy, słoik zapłaciłem 2,69€, ale wiem, że można trafić na promocje, gdzie słoik o pojemności 350g kosztuje zaledwie 0,85€. Także masła orzechowe również wypadają cenowo korzystniej niż w Polsce.

   Podsumowując wychodzi na to, że jedynie mleko mamy tańsze u nas w kraju, a i to zapewne niedługo się zmieni, bo cena tego białego napoju wciąż idzie w górę. Rodzynki są na bardzo podobnym poziomie cenowym. Cała reszta natomiast jest mniej (płatki owsiane) lub bardziej (orzechy, masło orzechowe, dżemy) tania za zachodnią granicą. Tak więc jeżeli chodzi o ceny (przynajmniej tych produktów "owsiankowych" - inne porównam w kolejnych artykułach) możemy śmiało powiedzieć, że nie tylko dogoniliśmy już zachód, ale wręcz go przegoniliśmy. Pora na zarobki :)

25 lutego 2013

Bieganie, a odtłuszczanie

   Jakiś czas temu Agnieszka Figarska z portalu Strefa Zdrowa i Urody zapytała mnie czy, jako osoba, która walczyła z nadwagą, nie podjąłbym się napisania kilku zdań na temat tego jak według mnie powinno się biegać, aby schudnąć. Nie jestem ani dietetykiem ani ekspertem, jednak z ochotą zgodziłem się podzielić swoją opinią. A oto artykuł, który wysłałem Agnieszce:
   Miałem napisać kilka zdań na temat tego jak powinno się biegać, aby pozbyć się zbędnego balastu. Otóż żaden ze mnie naukowiec, dlatego swoją wiedzę opieram głównie o własne doświadczenie i informacje z portali biegowych. Aczkolwiek nawet wśród Uczonych zdania są podzielone. Część twierdzi, że najlepsze są długie i spokojne biegi. Inni z kolei głoszą, że aby schudnąć trzeba biegać z dużą intensywnością. A co ja sądzę? Otóż wg mnie i jedni i drudzy mają rację. Wolny spokojny bieg sprawia, że więcej energii czerpiemy z tłuszczów. Jednak nie ulega wątpliwości, że intensywny wysiłek wymaga większego wydatku energetycznego.A co za tym idzie być może procentowo mniejsza ilość energii pochodzić będzie z tłuszczu, aczkolwiek całościowo tego tłuszczu spalimy więcej.
   Zatem można by było powiedzieć, że lepiej biegać ile sił w płucach jeżeli chcemy schudnąć. Jednak nic bardziej mylnego. Pamiętajmy, że im mocniejszy trening tym rzadziej powinien być stosowany. Nikt nie jest w stanie biegać z intensywnością 90% Hrmax godzinę dziennie siedem dni w tygodniu. Żaden organizm nie jest w stanie znieść takiego obciążenia i prędzej czy później się zbuntuje. Ponadto osoby, które walczą z "nadliczbowymi" kilogramami to w większości osoby, które często dopiero zaczynają swoją przygodę ze sportem lub do niej wracają po dłuższym okresie "wegetacji". Dlatego moim zdaniem wszyscy chcący pozbyć się zbędnego balastu powinni biegać spokojnym tempem, a więc takim, które pozwoli nam na swobodną rozmowę. Często określane jest ono "tempem konwersacyjnym". Może nie powinniśmy móc śpiewać podczas takiego biegu, ale rozmawiać jak najbardziej. Sam na swoich pierwszych treningach, nawet biegając w pojedynkę, próbowałem mówić sam do siebie, aby sprawdzić czy nie biegnę za szybko.
   Tak więc proponuję zostawić w domu stoper, pulsometr, GPS i wszystkie zbędne gadżety i po prostu wyjść pobiegać. A jak? Oto moje 4 wskazówki:
Po 1. nie za szybko - trening to nie kara, nie mamy się podczas niego skatować
Po 2. nie za wolno - mimo wszystko idziemy pobiegać więc pilnujmy, żeby nasz bieg nie zamienił się w marsz
Po 3. nie za długo - na wielogodzinne bieganie jeszcze przyjdzie pora, póki co jednorazowo od 30 do 60 minut powinno wystarczyć
Po 4. nie za krótko - 5 minut ruchu raczej nic nam nie da, im dłużej biegniemy tym większy udział w wydatku energetycznym mają tłuszcze dlatego starajmy się nie skracać naszego treningu poniżej tych wspomnianych przeze mnie 30 minut.
   Najlepiej kiedy kończąc trening na naszych twarzach promieniuje uśmiech, nogi i "płuca" twierdzą, że są wstanie przebiec drugie tyle, a głowa już się zastanawia gdzie można by pobiec następnym razem. Musimy zakochać się w bieganiu. Tylko to zagwarantuje nam sukces. Jeżeli dla kogoś bieganie to kara to niezależnie czy będzie biegał szybko, czy wolno - prędzej czy później z tego zrezygnuje. A przecież pokonywanie biegowych szlaków to najszybsza droga to pozbycia się "nadmiaru cyferek" na wadze.
 
Artykuł na stronie Strefa Zdrowia i Urody

30 stycznia 2013

Jest środa, są rytmy

A może banan po treningu?
   Dzisiaj zdałem sobie sprawę, że rozpocząłem już 4. z 6 tydzień II fazy moich przygotowań do maratonu w Krakowie. A zatem już za 18 dni zacznie się 3. i najtrudniejsza część "preparacji". Wtedy właśnie planuję zastąpić spokojny, czwartkowy bieg sesją interwałową. Aczkolwiek to wszystko dopiero przede mną, a na dzisiaj miałem zaplanowany lekki rozruch na Chełmie i na zakończenie 10 x 100 metrów.
   Pogoda była na tyle przyjemna (+3°C), że zrezygnowałem zarówno z kurtki jak i łapawic. Wciągnąłem zwykłe rękawiczki i chwilę po 8 wyruszyłem na trasę. Tak jak pisałem wczoraj, stan chodników nie powala, ale zawsze mogłoby być gorzej. Pierwszy kilometr pokonałem w 4:52, a na kolejnym urwałem jeszcze 2 sekundy. W okolicach BP musiałem zwolnić, bo tam ciężko było nawet ustalić czy biegnę jeszcze chodnikiem czy może już trawnikiem. Generalnie najgorzej biegło się do momentu kiedy całkowicie przemokły mi buty. Kiedy już stopy poczuły wodę, nie było sensu dalej uważać na kałuże czy śnieg. Najważniejsze było utrzymać równowagę, a poza tym można było mknąć "byle do przodu". Rozbieganie zajęło mi dzisiaj 53 minuty i 26 sekund. Przeleciałem w tym czasie 11 kilometrów, a więc nogi były gotowe na 2. część treningu, czyli przebieżki.
   Dzisiaj nareszcie "moja bieżnia" była czarna. Nie było ani śniegu, ani lodu. Gorzej prezentowała się jedynie "strefa hamowania", ale przy zachowaniu odpowiedniej ostrożności bez problemu mogłem zrobić to co zaplanowałem. Pierwsza setka pokonana w 18 sekund, a więc 2 sekundy lepiej niż tydzień temu. Na takim dystansie to przepaść. Kolejnych 7 odcinków zajęło mi również 18 sekund. Przyspieszyłem, tak jak to mam w zwyczaju, w końcówce i dwie ostatnie setki pobiegłem po 00:17. A teraz zbieram manatki i lecę do Pępowa. Mam też nadzieję, że przez najbliższe tygodnie nie będę miał możliwości trenowania na Chełmie. A gdzie zamierzam biegać? Jak już będę wszystkiego pewien to wtedy napiszę :)