Na skróty

13 września 2021

Po prostu szczęśliwy - relacja z Cyklo Kartuzy 2021

   Miałem już w głowie co najmniej kilka (i to po części całkiem niezłych) wytłumaczeń dlaczego mi dzisiaj nie poszło. Miałem tylko, że nie będę ich Wam tu prezentował, bo poszło! Nie, nie wygrałem, ale przede mną nie przyjechał nikt słabszy ode mnie. Ba! Za mną dojechało całkiem sporo gości, których plecy niejednokrotnie oglądałem.


    
Jednak po kolei... Wyścig Cyklo Kartuzy 2021 tak naprawdę zacząłem się dla mnie jeszcze w roku ubiegłym, kiedy podczas zakończenia sezonu z chłopakami ze Startu Kartuzy zapowiedziałem, że skopana dupa na Cyklo Kartuzy 2020 będzie mnie bolała aż do kolejnej edycji, gdzie liczę, że się odegram. Wówczas Prezes zdążył już się wykąpać i zjeść coś zanim dojechałem na metę ;) W międzyczasie zdążyłem zmienić team, ale o rzuconych słowach nie zapomniałem.

28 sierpnia 2021

100-kilometrowa droga przez mękę.... - relacja z Cyklo Gravel Gdańsk 2021

Fot. Paweł Kamiński
    W zasadzie to większą część wyścigu zastanawiałem się czy napisać relację z dzisiejszej imprezy czy jednak sobie darować. Chcąc być z Wami szczery już w tym miejscu muszę wspomnieć, że to nie będzie normalna relacja, a raczej puszczanie w eter gorzkich żali i wylewanie frustracji. Jednak po pierwsze, żeby przejść z tym do porządku dziennego to sklecenie tych kilku zdań może pomóc. Po drugie, o ile jutro już będę chciał wyciągnąć wnioski z tej porażki to dzisiaj chce się po prostu mazać, wkurzać i tupać nogą (oczywiście tak delikatnie, żeby skurcze (tfu!) nie złapały).

2 sierpnia 2021

Kociewskie Tour de France - relacja z Cyklo Pelplin 2021

fot. Szymon Gruchalski

    Ponad 7 miesięcy minęło od ostatniego wyścigu szosowego spod egidy Cyklo, a muszę przyznać, że mam spory sentyment do tego cyklu. Tak więc choć samo ściganie w tym sezonie rozpocząłem pod koniec sierpnia to z niecierpliwością czekałem na Pelplin.

   W 2019 roku startowałem tam na dystansie krótkim, ale definitywnie już pożegnałem się z mini. Jak się ścigać to w spodenkach ;) A tak już na poważnie - trasę w Pelplinie znałem dobrze i wiedziałem, że o jakieś odjazdy będzie ciężko. Przeczuwałem, że wszystko się rozegra po sprincie z dużej grupy, a że sam jestem duży gość (albo bardziej dobitnie - grubas 😁) to można powiedzieć, że mógłby to być wyścig pode mnie. Są jednak pewne "ale". Najważniejszy to mój brak nogi, która wygenerowałaby wystarczające waty na tych końcowych kilkuset metrach. Poza tym mało ostatnio startuję, nie jestem otrzaskany w ściganiu się w peletonie, odpuszczam walkę na łokcie na rzecz bezpieczeństwa. No i jazda na alibi - często na finiszu jestem tak usatysfakcjonowany, że nie dałem się zerwać, że już sprint sobie odpuszczam. To błąd - pracuję nad tym, efektów póki co brak. No ale po kolei.

28 czerwca 2021

Jaki tu spokój na na na na... - relacja z GPA na szosie Szczytno 2021

    Start w Szczytnie planowałem już od zeszłego roku. Jeszcze na mecie w 2020 roku podjąłem decyzję, że za rok wrócę i znowu powalczę o dobrą lokatę. Niemniej zapisałem się dość spontanicznie nie tak dawno temu i.... do końca nie wiedziałem czy pojadę na te zawody. Po pierwsze Szczytno jest atrakcyjne jeżeli jest połączone z weekendowym wyjazdem całą rodziną do dziadków na Warmię. Tym razem dziadków nie było. Po drugie przed rokiem byliśmy całą ekipą. Tym razem chętnych do wyjazdu nie było. Tak naprawdę jeszcze w sobotę gryzłem się z myślami czy jechać czy tym razem sobie darować. Sprawdziłem trasę - 2,5h drogi nie wyglądało źle, ponadto miałem już wszystko opłacone. A co tam - raz kozie śmierć - jadę.

   Kiedy już miałem wszystko w aucie Mieszko zapytał się gdzie jadę i kiedy odpowiedziałem, że na zawody zapytał: - "A przywieziesz mi puchar?" Lekko zmieszany odpowiedziałem, że pucharu raczej nie, ale na pewno przywiozę dla Niego i dla Mili - medal. Niemniej utkwiło mi to gdzieś z tyłu głowy, że oczekiwania w domu są znacznie większe niż pamiątkowy medal. A gdzie walczyć o puchary jak nie na GPA?

19 czerwca 2021

Nic nie zapowiadało, że to będzie udany wyścig tymczasem udany to mało powiedziane! - relacja z Wyścigu o Puchar Burmistrza Kartuz 2021

Fot. Szymon Kwiatkowski
   Otwieram oczy, czuję ból głowy. Spoglądam na zegarek - 5:06. Za wcześnie, żeby wstawać, ale nos mam tak zawalony, że muszę to zrobić. Dmuchanie zakończone krwotokiem - kurczę normalnie klasyka - w dzień wyścigu nie może być normalnie. 

   Wyścig o Puchar Burmistrza Kartuz, bądź jak kto woli Mistrzostwa Polski Amatorów Merida (jak stanowi regulamin), to na pierwszy rzut oka zwykła gonka. Dla mnie jednak, z przynajmniej kilku powodów, taka zwykła nie była. Po pierwsze nie startowałem od 9 miesięcy, co sprawiało, że czułem się niemal jak debiutant. Zresztą trochę byłem debiutantem, bo we wrześniu w Bytowie jechałem jeszcze w barwach Startu Kartuzy. Dziś zaś miałem po raz pierwszy pojechać w stroju Bogdziewicz Team!

   No i właśnie - jak już mówimy o barwach klubowych to nie będę ukrywał, że rywalizacja z kolegami ze Startu też dodawała trochę smaczku zawodom. Klęska na Cyklo, gdzie Prezes mnie niemal zdublował czy nieco mniej sromotna, ale jednak przegrana w Bytowie sprawiały, że chciałem się w końcu odegrać.

20 maja 2021

Dzień konia!

Fot. Michał Bogdziewicz
   Nie będę ukrywał, że po tygodniowej przerwie, czekałem na środowe Żuławy bardziej niż na weekendową szosę. Szczególnie, że po ostatnim razie miałem "rachunki do wyrównania". Już wówczas wracając do domu postanowiłem, że będę dokręcał całość nawet jak miałbym to robić na solo.

   Rano jadąc autem czułem, że to może być ciężka jazda. Zdecydowanie za krótki sen, wieczorna joga i nie najlżejsze treningi od początku tygodnia sprawiły, że świeżości nie było we mnie ani odrobiny. I jeszcze te zakwasy... Skręcając rower zastanawiałem się tylko jak długo uda mi się utrzymać koło. A peletonik był naprawdę zacny. Mocnych koni nie brakowało, a i ilość była całkiem pokaźna.

   Punktualnie około 7:30 nastąpił odjazd ze stacji Orlen Koszwały. Pierwsze obroty korbą i.... coś dziwnego - czuję się naprawdę nieźle. Pierwsza myśl - miłe złego początki :) No nic, jeszcze ostatnie gadki, skręt w lewo i zaczynamy pracę.

5 maja 2021

Wietrzne Żuławskie Pendolino

fot. Michał Bogdziewicz

   Od kilku tygodni środowy poranek kojarzy mi się równie mocno z Żuławami jak ten zimowy, sobotni z Gravelondo. Oczywiście środa to nie sobota i trzeba wykazać się nieco wyższą kombinatoryką, żeby móc pojawić się na Orlenie. Niemniej jak tylko mogę - wykorzystuję każdą taką możliwość. Co mną kieruje, żeby zrywać się skoro świt i w totalnej "piździawie" (do tej pory jeszcze na inną pogodę nie trafiłem :) ) gnać z rowerem kilkadziesiąt kilometrów, by przez chwilę pokręcić? Otóż zasada, którą poznałem już podczas biegania - chcesz być lepszy, trenuj z lepszymi. Nie ma innej drogi, a na Żuławach nie ma przypadkowych ludzi. Każdy jeden dysponuje mocną nogą. Ktoś może powiedzieć, że mógłbym pojechać do Chwaszczyna i ścigać się z równie mocnymi zawodnikami. Jasne, tylko tutaj jest słowo klucz - w Chwaszczynie mogę się ścigać, a na Żuławach mogę trenować. I to trenować pod fachowym okiem Michała, który na bieżąco eliminuje błędy i kontroluje to co dzieje się w grupie.

   Jednak kończmy już z tymi przydługim wstępem, bo dzisiaj chciałem kilka zdań odnośnie dzisiejszej jazdy. Prawdę mówiąc nie nastawiałem się, że będzie specjalnie łatwo. Tam nigdy nie jest łatwo (przynajmniej dla mnie). Aczkolwiek wielkiego umierania też nie brałem pod uwagę. I to chyba był błąd.