Na skróty

24 listopada 2021

Bogdziewicz Team na robocie - relacja z XVIII Bryksy Cross 2021

fot. Łukasz Zienkiewicz

    Ostatnio postanowiłem, że w tych dziwnych covidowych czasach nie będę stawiał sobie dalekosiężnych planów startowych. Ot po prostu - decyzję o starcie podejmuję spontanicznie, a startuję tylko w okolicy, żeby ograniczyć do maksimum logistykę. Stąd moja obecność na Cyklo Kartuzy, Cyklo Pelplin, rezygnacja z ŻTC czy wszystkich imprez w górach. Tyle tytułem wstępu, a teraz opowiem Wam jak przejechałem całą Polskę, żeby tuż przy trójstyku polsko - czesko - słowackim 3 kwadranse pojeździć rowerem w kółko.
    Mówiąc najprościej - wystartowałem u VeloGD i świat przełajów znowu mnie wchłonął! Wystarczyła godzinka na maksymalnym tętnie i znowu zaczęło się przeglądania kalendarza imprez CX, analizowanie bieżników w oponach 33 - milimetrowych, rozkminianie co do ciśnienia w kołach i tego czy po tych schodach da się wjechać czy jednak rama na ramię.

25 października 2021

Na spontanie albo wcale - relacja z Great Lakes Gravel 2021


     Nie wiem nawet od czego zacząć tą relację. Na myśl o tej imprezie w głowie pojawia mi się bałagan, w zasadzie prawdziwy chaos. Chęć startu w takim ultramaratonie chodził za mną już od dawna. Decyzję o starcie podjąłem przed rokiem i to dość spontanicznie - wziąłem do ręki telefon i pierwszy post jaki mi się wyświetlił na FB to ten z informacją, że po weryfikacji zgłoszeń na GLG są jeszcze wolne miejsca. Wysłałem więc maila i tak oto znalazłem się na liście startowej.

    Do startu miałem jeszcze rok, więc w ogóle nie zaprzątałem sobie nim głowy. Priorytetem jest dla mnie szosa i aż do 12.09 skupiony byłem tylko na niej. O starcie w GLG zacząłem myśleć w poniedziałek, a więc 4 dni przed imprezą. Do tego czasu nawet nie sprawdziłem w jakim stanie jest mój sprzęt, co mam, czego nie mam, co muszę kupić, co wymienić. Totalny spontan! Czy to właściwe podejście? Nie, zdecydowanie nie. W dodatku po starcie w Kartuzach całe ciśnienie ze mnie zeszło. W zasadzie czułem się jak na roztrenowaniu. Postanowiłem, że wezmę to co w garażu i jakoś to będzie. Żadnych nowości, bo te tuż przed startem przeważnie się nie sprawdzają.

13 września 2021

Po prostu szczęśliwy - relacja z Cyklo Kartuzy 2021

   Miałem już w głowie co najmniej kilka (i to po części całkiem niezłych) wytłumaczeń dlaczego mi dzisiaj nie poszło. Miałem tylko, że nie będę ich Wam tu prezentował, bo poszło! Nie, nie wygrałem, ale przede mną nie przyjechał nikt słabszy ode mnie. Ba! Za mną dojechało całkiem sporo gości, których plecy niejednokrotnie oglądałem.


    
Jednak po kolei... Wyścig Cyklo Kartuzy 2021 tak naprawdę zacząłem się dla mnie jeszcze w roku ubiegłym, kiedy podczas zakończenia sezonu z chłopakami ze Startu Kartuzy zapowiedziałem, że skopana dupa na Cyklo Kartuzy 2020 będzie mnie bolała aż do kolejnej edycji, gdzie liczę, że się odegram. Wówczas Prezes zdążył już się wykąpać i zjeść coś zanim dojechałem na metę ;) W międzyczasie zdążyłem zmienić team, ale o rzuconych słowach nie zapomniałem.

28 sierpnia 2021

100-kilometrowa droga przez mękę.... - relacja z Cyklo Gravel Gdańsk 2021

Fot. Paweł Kamiński
    W zasadzie to większą część wyścigu zastanawiałem się czy napisać relację z dzisiejszej imprezy czy jednak sobie darować. Chcąc być z Wami szczery już w tym miejscu muszę wspomnieć, że to nie będzie normalna relacja, a raczej puszczanie w eter gorzkich żali i wylewanie frustracji. Jednak po pierwsze, żeby przejść z tym do porządku dziennego to sklecenie tych kilku zdań może pomóc. Po drugie, o ile jutro już będę chciał wyciągnąć wnioski z tej porażki to dzisiaj chce się po prostu mazać, wkurzać i tupać nogą (oczywiście tak delikatnie, żeby skurcze (tfu!) nie złapały).

2 sierpnia 2021

Kociewskie Tour de France - relacja z Cyklo Pelplin 2021

fot. Szymon Gruchalski

    Ponad 7 miesięcy minęło od ostatniego wyścigu szosowego spod egidy Cyklo, a muszę przyznać, że mam spory sentyment do tego cyklu. Tak więc choć samo ściganie w tym sezonie rozpocząłem pod koniec sierpnia to z niecierpliwością czekałem na Pelplin.

   W 2019 roku startowałem tam na dystansie krótkim, ale definitywnie już pożegnałem się z mini. Jak się ścigać to w spodenkach ;) A tak już na poważnie - trasę w Pelplinie znałem dobrze i wiedziałem, że o jakieś odjazdy będzie ciężko. Przeczuwałem, że wszystko się rozegra po sprincie z dużej grupy, a że sam jestem duży gość (albo bardziej dobitnie - grubas 😁) to można powiedzieć, że mógłby to być wyścig pode mnie. Są jednak pewne "ale". Najważniejszy to mój brak nogi, która wygenerowałaby wystarczające waty na tych końcowych kilkuset metrach. Poza tym mało ostatnio startuję, nie jestem otrzaskany w ściganiu się w peletonie, odpuszczam walkę na łokcie na rzecz bezpieczeństwa. No i jazda na alibi - często na finiszu jestem tak usatysfakcjonowany, że nie dałem się zerwać, że już sprint sobie odpuszczam. To błąd - pracuję nad tym, efektów póki co brak. No ale po kolei.

28 czerwca 2021

Jaki tu spokój na na na na... - relacja z GPA na szosie Szczytno 2021

    Start w Szczytnie planowałem już od zeszłego roku. Jeszcze na mecie w 2020 roku podjąłem decyzję, że za rok wrócę i znowu powalczę o dobrą lokatę. Niemniej zapisałem się dość spontanicznie nie tak dawno temu i.... do końca nie wiedziałem czy pojadę na te zawody. Po pierwsze Szczytno jest atrakcyjne jeżeli jest połączone z weekendowym wyjazdem całą rodziną do dziadków na Warmię. Tym razem dziadków nie było. Po drugie przed rokiem byliśmy całą ekipą. Tym razem chętnych do wyjazdu nie było. Tak naprawdę jeszcze w sobotę gryzłem się z myślami czy jechać czy tym razem sobie darować. Sprawdziłem trasę - 2,5h drogi nie wyglądało źle, ponadto miałem już wszystko opłacone. A co tam - raz kozie śmierć - jadę.

   Kiedy już miałem wszystko w aucie Mieszko zapytał się gdzie jadę i kiedy odpowiedziałem, że na zawody zapytał: - "A przywieziesz mi puchar?" Lekko zmieszany odpowiedziałem, że pucharu raczej nie, ale na pewno przywiozę dla Niego i dla Mili - medal. Niemniej utkwiło mi to gdzieś z tyłu głowy, że oczekiwania w domu są znacznie większe niż pamiątkowy medal. A gdzie walczyć o puchary jak nie na GPA?

19 czerwca 2021

Nic nie zapowiadało, że to będzie udany wyścig tymczasem udany to mało powiedziane! - relacja z Wyścigu o Puchar Burmistrza Kartuz 2021

Fot. Szymon Kwiatkowski
   Otwieram oczy, czuję ból głowy. Spoglądam na zegarek - 5:06. Za wcześnie, żeby wstawać, ale nos mam tak zawalony, że muszę to zrobić. Dmuchanie zakończone krwotokiem - kurczę normalnie klasyka - w dzień wyścigu nie może być normalnie. 

   Wyścig o Puchar Burmistrza Kartuz, bądź jak kto woli Mistrzostwa Polski Amatorów Merida (jak stanowi regulamin), to na pierwszy rzut oka zwykła gonka. Dla mnie jednak, z przynajmniej kilku powodów, taka zwykła nie była. Po pierwsze nie startowałem od 9 miesięcy, co sprawiało, że czułem się niemal jak debiutant. Zresztą trochę byłem debiutantem, bo we wrześniu w Bytowie jechałem jeszcze w barwach Startu Kartuzy. Dziś zaś miałem po raz pierwszy pojechać w stroju Bogdziewicz Team!

   No i właśnie - jak już mówimy o barwach klubowych to nie będę ukrywał, że rywalizacja z kolegami ze Startu też dodawała trochę smaczku zawodom. Klęska na Cyklo, gdzie Prezes mnie niemal zdublował czy nieco mniej sromotna, ale jednak przegrana w Bytowie sprawiały, że chciałem się w końcu odegrać.