Tak jak pisałem - ostatni start w Pile okazał się totalną klapą. Miał być wynik, miał być rekord, miało być super. Ale super nie było. Jednak zauważam też co najmniej 2 pozytywy. Po pierwsze start ten dostarczył mi informacje na temat tego w jakiej obecnie jestem formie i co muszę poprawić. A po drugie, i najważniejsze, Piła to już przeszłość! Dziewiętnaście dni zostało do berlińskiego biegu i teraz nie ma czasu na rozczulanie, użalanie i stękanie.
Już dzień po zawodach skontaktowałem się z dwoma doświadczonymi biegaczami-trenerami, którzy po zapoznaniu się z moimi dotychczasowymi treningami udzielili mi kilku wskazówek co dalej robić. A więc mając podane wszystko niemalże jak na tacy , mogłem we wtorek rano ponownie wybiec na biegowe ścieżki Pomorza.






