Na skróty

18 września 2013

Trening na krajowej siódemce i rytmiczne setki

   Wczoraj pisałem o bieganiu w deszczu, w pochmurne dni. Zapowiadałem rychłe nadejście jesieni. Tymczasem dzisiaj mamy totalny odwrót! Pisząc tego posta mam przed sobą, za oknem, czyste niebo a na nim jedynie gorące (choć już nie wakacyjnie) słońce. 
   Wyobraźcie sobie, że wychodzicie na trening. Jest rano, na trawie wciąż jeszcze widać rosę. Żadnego wiatru, żadnej chmury, czyste niebo i temperatura lekko powyżej 10 stopni Celsjusza. Czujecie to? No więc tak wyglądał mój dzisiejszy poranek w Pępowie.

17 września 2013

Noch zwei Wochen, a więc czas treningu już minął

   Solidne przygotowania do maratonu trwają wiele dni, tygodni, miesięcy. Według Jacka Danielsa plan treningowy powinien składać się z 24 tygodni podzielonych na 4 fazy. Jednak samo podnoszenie poziomu sportowego nie trwa przez cały ten okres. Ostatnie tygodnie to już tzw. tapering, a więc okres w którym zmniejszamy kilometraż, dajemy mięśniom się obudować, a organizmowi pozwalamy na uzupełnienie zapasów glikogenu.
   Na dwa tygodnie przed startem już się nie poprawię - tego mogę być pewien. Teraz najważniejsze jest to, aby niczego nie zepsuć. I temu głównie mają służyć moje treningi - jak dziwnie to nie brzmi :)

16 września 2013

Kolejna dzielnica zdobyta! - relacja z Biegowego GP Dzielnic Gdańska - Orunia - Św. Wojciech - Lipce

   Niedziela, pierwsza niedziela w kraju podczas której miałem okazję na normalny dłuższy trening. Piszę normalny, bowiem przed dwoma tygodniami również robiłem dłuższe wybieganie. Jednak po ciężkiej sobocie spędzonej w samochodzie to nie było normalne bieganie.
   Tym razem również nie miałem jedynie wyklepać większej ilości kilometrów. Plan był następujący - biegnę do Gdańska, odbieram pakiet startowy na Grand Prix Dzielnic Gdańska Orunia - Św. Wojciech - Lipce, podczas zawodów zaliczam 5 kilometrów w tempie maratońskim, a następnie robię 2-3 kilometry roztruchtania.
   Ponadto plan zakładał, że Pati dojedzie do mnie samochodem na Orunię i wspólnie wrócimy. Jednak wspominając wakacyjne, zagraniczne podboje kiedy wspólnie - biegowo - rowerowo zwiedzaliśmy Niemcy i Holandię, moja Narzeczona zdecydowała, że i tym razem będzie mi towarzyszyć na rowerze. Ledwie zapadła decyzja, a już była gotowa do drogi. W związku z tym, że start biegu zaplanowano na 11:50, a do biura zawodów mieliśmy około 20 kilometrów, wyruszyliśmy około 9:30 (najpóźniej 15 minut przed startem musieliśmy odebrać numer startowy).

14 września 2013

Regeneracji ciąg dalszy - sobotnie wyciszenie

   Piętnaście dni. Tyle dokładnie dzieli mnie od, nie ma co tu dużo gadać, najważniejszego startu tej jesieni. Patrząc na rangę imprezy, będzie to największy bieg w jakim kiedykolwiek uczestniczyłem. Jeden z największych na świecie. Nie ukrywam, że chciałbym się na nim dobrze zaprezentować. Nie myślę o czasach, tempach - nie chce narzucać na siebie niepotrzebnej presji. Po starcie w Pile nie nastawiam się już na zapowiadane przeze mnie tempo 3:59. Decyzję o co walczyć podejmę w dniu biegu, po wcześniejszych konsultacjach z trenerami.

13 września 2013

Piątek trzynastego - pechowy? Niekoniecznie!

   Wczoraj ktoś coś wspomniał, później w radio rzucili coś na ten temat, jednak dopiero dzisiaj, kiedy otworzyłem oczy, zdałem sobie sprawę, że mamy piątek trzynastego. Uświadomiłem to sobie, kiedy sięgając ręką po pulsometr przypomniało mi się, że zostawiłem go na biurku. A więc nici z mierzenia bez wstawania. Trzeba było zebrać cztery litery. Ale co tam - miłe złego początku. W końcu nie wiem jak dla Was, ale dla mnie trzynastka to szczęśliwa liczba, a piątek trzynastego to zawsze udany dzień! I z takim nastawieniem rozpocząłem dzisiejszy dzień!
   Teoretycznie piątek powinien być bez biegania. Jednak wspólnie z trenerem ustaliliśmy, że mocniejszy trening, jaki przewidywał mój plan, zrobię właśnie dzisiaj, aby mieć czas nieco odpocząć przed niedzielą i długim biegiem. Ostatnim długim biegiem przed maratonem!

12 września 2013

Mleczny bieg i "uciskowa" nagroda

Jutro znowu będę mógł choć trochę
poczuć, że fruwam :)
   Plan na ten tydzień zakłada 2 treningi specjalistyczne. Może nie będą to specjalnie mocne jednostki, ale jednak coś innego niż zwyczajne latanie. Pierwszy z tych treningów miałem zrobić dzisiaj. Miałem i... nie zrobiłem. Po konsultacji z trenerem uznaliśmy, że akcent przełożymy na jutro, a dzisiaj wyjdę jedynie pooddychać świeżym powietrzem. 
   Po raz kolejny dzień zacząłem od zabawy z pulsometrem. Jednak zrobiłem to na tyle wcześnie, że zostałem zwycięzcą dzisiejszego "Porannego Biegu o Górną Łazienkę". Nawet mogę rzec iż zdecydowanie zdystansowałem konkurencję, bo jeszcze kończąc pałaszowanie owsianki nie słyszałem żadnych odgłosów z "pomieszczenia zadumy i przemyśleń" :)
   Ogólnie cały poranek był rewelacyjny! Chyba po raz pierwszy wychodząc na trening udało mi się nie obudzić Patrycji! Wniosłem tylko po cichu do pokoju kawę i wymknąłem się na swoje godzinne szuranie. Tylko ja - sam na sam z otaczającym mnie światem - jakoś głupio to brzmi. W każdym bądź razie biegłem bez żadnego towarzystwa.

11 września 2013

Luz, blues i bieganie


   Miałem dzisiaj zrobić nieco mocniejszy trening. Warunkiem było jednak dobre samopoczucie. A mimo, że humor dopisywał, energia rozpierała, to jeszcze nieco czuję w nogach niedzielę. Tak więc po raz kolejny wybrałem się jedynie na lekki rozruch.
   Pobudka niemal jak zawsze - 5:20. Aczkolwiek po otwarciu oczu nie zerwałem się z łóżka i nie pobiegłem do łazienki. Tym razem, według zaleceń trenera, postanowiłem sprawdzić, przy użyciu pulsometru, w jakim stanie jest mój organizm. 
   Zajęło mi to jakieś 2-3 minuty. I mniej więcej tyle zabrakło mi, żeby zająć pierwsze miejsce w "Porannym Wyścigu o Górną Łazienkę" :) Tak więc poranek zacząłem od porażki i codziennej toalety piętro niżej :)