![]() |
| Fot. Klub Kolarski Pelplin |
Pelplin, Pelplin i po Pelplinie, a tym samym dla mnie już w zasadzie po całym Energa Cyklo Cup 2019, gdyż dzień przed startem w Kartuzach będę się bawił na weselu siostry. Jednak póki zabawa to wróćmy jeszcze do wyścigu.
Po deszczowym Lęborku, słynnym podjeździe pod Sobieńczyce, jeszcze słynniejszym pod zbiornik nieopodal Gniewina czy uznawanym za najtrudniejszy wyścig cyklu - Cyklo Strzepcz, przyszło nam rywalizować w Pelplinie. W Pelplinie, którego trasa uchodziła za najłatwiejszą. Żadnych znaczących podjazdów, większych trudności - stół. I to z dość dobrym asfaltem. Organizator ostrzegał jedynie przed wiatrem, ale już po zameldowaniu się w Pelplinie było widać, że ten również nie powinien dawać się we znaki.
Tym razem, zupełnie inaczej niż na każdy dotychczasowy start, na Kociewie pojechałem sam. Cała rodzinka wyjechała na Warmię, a ja miałem dołączyć po zawodach (dodatkowo motywacja, żeby uwinąć się jak najszybciej :).






