Na skróty

30 kwietnia 2013

Powrót do rzeczywistości. Rozstrzygnięcie konkursu!

Zamknąć oczy i gnać przed siebie... (fot. Jacek J.)
   No i znowu można mnie spotkać szurającego chełmskim chodnikami w Gdańsku. Lewe kolano jeszcze boli. Podobnie zresztą ja okolice prawego stawu. Jednak nie umiem usiedzieć na tyłku. Uwielbiam biegać, sprawia mi to radość. Zaprzestanie tej aktywności boli mnie jeszcze bardziej niż moje kikuty. Może to nieco inny rodzaj bólu - ale jednak :) Tak więc nawet przez moment się nie zastanawiałem czy wyjść dzisiaj potruchtać.
   Wstałem dzisiaj... A właśnie, że nie około 5! Otworzyłem oczy dopiero przed samą 6 :) Chyba w końcu zeszły nieco emocje, odezwało się zmęczenie i stąd ten dłuższy sen. Owsianka na mleku z dżemem, rodzynkami i orzechami smakowała wybornie. Do tego jeszcze niemalże litrowa kawa. Prawdziwe śniadanie mistrzów!

29 kwietnia 2013

Jest rekord - 3h połamane! Relacja z XII Cracovia Maraton

Była moc - jest wynik! Strach pomyśleć co by było
w bezwietrzny dzień :)
    Teraz, kiedy emocje już nieco opadły, pora aby w końcu podsumować szaloną, pełną emocji niedzielę. 
   Wszystko zaczęło się dość normalnie - pobudka około 5, poranna toaleta i... owsianka! W pierwszej chwili myślałem o tym, żeby jeszcze chwilę się zdrzemnąć, jednak wiedziałem, że emocje nie pozwolą mi zmrużyć oczu. Jak tylko się podniosłem uświadomiłem sobie, że nic mnie specjalnie nie boli - "czyżby miłe złego początki?" - pomyślałem w pierwszej chwili. Jednak czym prędzej odpędziłem od siebie tę myśl. Przecież od 1. października, czyli od momentu kiedy został mi nadany numer startowy, czekałem na ten dzień. Wszystko musiało być jak należy!

Wigilia 12. Cracovia Maratonu

Fot. Bożena Seremet
   W ten weekend w Krakowie działo się tak wiele, że aby o wszystkim chociaż wspomnieć postanowiłem osobno opisać to co działo się w sobotę i osobno niedzielny bieg.
   Otóż w sobotni poranek zdecydowaliśmy się z siostrą wybrać na zajęcia z cyklu Biegam Bo Lubię. Dzień wcześniej upewniliśmy się na forum czy nikt nie będzie miał nic przeciwko temu abyśmy poubijali tartan wspólnie z krakowskimi BBL-owcami. I po zapewnieniu, że możemy śmiało przybywać, o godzinie 9 wyruszyliśmy sprzed hotelu w stronę Wawelu. Po drodze zahaczyliśmy jeszcze o krakowskie błonia - Mała chciała koniecznie zobaczyć gdzie będzie mogła odebrać swój pakiet.

26 kwietnia 2013

Gorące powitanie w Krakowie!

Pakiet już odebrany!
   No i dotarliśmy już do Krakowa. A ten przywitał nas bardzo gorąco. Temperatura w cieniu +27 stopni Celsjusza nie napawa optymizmem przed niedzielnym maratonem. Jednak prognozy mówią o załamaniu pogody. Oby meteorolodzy mieli rację  ;-)
   W stolicy Małopolski zameldowaliśmy się już przed 12 i od razu ruszyliśmy do hotelu. I tam pierwsza miła niespodzianka - najlepszy hotel w jakim kiedykolwiek byliśmy! Szybki prysznic, rozładowanie toreb i... owsianka! Dzisiaj nieco później, ale po prostu nie mogłem sobie jej darować!
Owsianka już poporcjowana!
   Kolejnym punktem naszego planu dnia była wizyta na R22 i odbiór pakietu startowego. Okazało się, że od biura zawodów dzieli nas zaledwie kilka ulic, dlatego po krótkim spacerze byliśmy już na stadionie. A tam wszystko sprawnie, szybko i bardzo sympatycznie. Miłym zaskoczeniem był "prawie" najnowszy numer Runner's World w pakiecie startowym. Co jeszcze się w nim znalazło? Koszulka techniczna, bon na Pasta Party, numer, agrafki i cała masa ulotek!
   Ludzi nie było jeszcze zbyt wiele, dlatego mieliśmy okazję zamienić kilka słów zarówno z p. Skarżyńskim czy przedstawicielem Compressport. Od niego dowiedzieliśmy się, że niedługo mają pokazać zupełnie nowy design opasek na łydki.
   Z biura zawodów udaliśmy się na Stare Miasto. Aby mieć siły na zwiedzanie uraczyłem się, zachwalanym wszędzie, krakowskim preclem - faktycznie wyborny! Najpierw skierowaliśmy się w stronę Wawelu, a następnie odbiliśmy na Rynek Główny.
W kolejce po lody
   Owsianka syci na dość długo, ale przyszedł moment, żeby coś zjeść. Wybór padł na pieczony drób z ryżem i kapustą kiszoną. A zgadnijcie co było na deser... :) Taaaaak - lody. I to nie byle jakie, bo pochodzące z własnego wyrobu. A o tym, że były wyśmienite niech świadczy fakt, że musieliśmy po nie stać w kilkunastometrowej kolejce. Wracając do hotelu skusiłem się też na palucha i drożdżówkę z całymi truskawkami - niebo w gębie!
   A na koniec dnia dołączyła do nas Mała i wspólnie oddajemy się właśnie przedbiegowej regeneracji - innymi słowy obijamy się przed telewizorem :)

Poniżej skromna fotorelacja:










25 kwietnia 2013

Wielkie pakowanie - czyli co zabrać ze sobą na maraton?

   No i stało się! Mam już za sobą ostatni trening w Gdańsku. Teraz tylko sobotni rozruch i coś na co czekałem od długiego czasu - start w krakowskim maratonie! W ramach przygotowań do tych zawodów pokonałem podczas treningów ponad 2 tysiące kilometrów, na biegowe trasy wyszedłem ponad 100-krotnie i spędziłem na nich przeszło 140 godzin. A przecież samo bieganie to tylko część treningu. Do tego dochodzi jeszcze rozciąganie, ćwiczenia siłowe. Ogólnie podsumowując poświęciłem całkiem sporo czasu i energii temu startowi. I mimo, że nie wiem czy uda się osiągnąć satysfakcjonujący rezultat, wiem jedno - było warto. Dzięki temu treningowi dzisiaj jestem nie tylko lepszym biegaczem, ale wydaje mi się, że również lepszym człowiekiem. Na pewno bardziej zdyscyplinowanym i poukładanym.
   Dzisiaj, na zakończenie przygotowań, zaprosiłem siostrę na wspólny trening i razem przetruchtaliśmy trasę Chełm - Jasień - Chełm. Przez całą drogę rozmawialiśmy tylko i wyłącznie o niedzieli. Jaką obrać taktykę, jaka będzie pogoda, trzymać równe tempo od początku do końca, czy może lepiej wolniej zacząć i przyspieszyć po połowie... Tematów do dyskusji nie brakowało. A i tempo sprzyjało konwersacji, bowiem każdy kolejny kilometr zajmował nam średnio 5 minut i 2 sekundy.
   Pochłonięci rozmową, nawet nie zorientowaliśmy się kiedy znowu wylądowaliśmy pod domem. Kiedy wciskałem STOP Gremlin wskazywał 15. kilometr i 586. metr. Na zakończenie, po raz kolejny w tym tygodniu, zrobiłem jeszcze pięć przebieżek na dystansie 100 metrów. Pierwsze 4 poleciałem w 17 sekund, a ostatnią o sekundę szybciej.
   A po treningu pora się spakować. No i właśnie co powinienem ze sobą wziąć? Postaram się stworzyć tutaj krótką listę rzeczy, które jako biegacz, zamierzam umieścić w swojej torbie. I tak oto, do Krakowa, zabieram:
1. Buty - ja biorę dwie pary. Nie podjąłem jeszcze decyzji, w których pobiegnę i wolę mieć do ostatniej chwili możliwość wyboru
2. Strój - poza koszulką i spodenkami, w których pobiegnę, zabieram ze sobą jeszcze jedną koszulkę i spodenki na sobotni rozruch. Ponadto nie mogę zapomnieć o opaskach kompresyjnych, skarpetkach biegowych, bieliźnie. W torbie też znajdzie się na pewno miejsce na dresy, czapkę z daszkiem, rękawiczki. Pogoda może być różna, dlatego warto też mieć ze sobą coś lekkiego, chroniącego przed wiatrem i deszczem - to pozwoli utrzymać odpowiednią temperaturę mięśni przed startem. Na drogę wciągnę na siebie również skarpety kompresyjne - tzw recovery socks, które, jak zapewnia producent, są: "Idealne do regeneracji po wysiłku oraz w czasie długich lotów, czy jazdy samochodem"
3. Dokumenty - często, aby odebrać numer startowy potrzebna jest karta zgłoszeniowa. W Krakowie takowej nie ma, ale trzeba mieć ze sobą dowód osobisty, a w przypadku studentów ważna jest również legitymacja - ta przyda się nie tyle przy odbiorze pakietów co w komunikacji miejskiej. Nie ma sensu przepłacać :)
4. Okulary - jeżeli w niedzielę będzie bezchmurne niebo to warto mieć ze sobą okulary przeciwsłoneczne.
5. Agrafki - już parokrotnie zdarzało mi się brać udział na biegach, gdzie albo nie było w ogóle agrafek albo było ich za mało (po 2,3) albo były dość "specyficzne" (bo jak inaczej nazwać agrafkę wielkości małego palca). Dużo nie ważą, a pozwolą uniknąć stresu.
6. Jedzenie - dla tych, którzy korzystają z żeli podczas biegu, na pewno istotną kwestią jest spakowanie swoich, sprawdzonych specyfików. Ja w czasie maratonu zamierzam konsumować smakołyki z mijanych punktów odżywczych - zapewne postawię na to co sprawdzone, czyli na banany. Niemniej zamierzam zabrać ze sobą jedzenie, aby przygotować sobie swoją poranną owsiankę. Ktoś może powiedzieć, że wszystko można kupić na miejscu, ale mając w pamięci rewolucje żołądkowe podczas wyjazdu do Niemiec, wolę nie kombinować i postawić na to co znam.
7. Gremlin - niektórzy polegają na oznaczeniach trasy umieszczonych przez organizatorów i na ich podstawie, wraz z pomocą zegarka, ustalają swoje tempo. Ja jednak wolę wrzucić na rękę mojego nieodłączonego przyjaciela - Gremlina.
   Ponadto nie należy zapominać o rzeczach, które każdy powinien ze sobą mieć podczas wyjazdów, jak np. kosmetyki, klapki, ręcznik, ubrania, bielizna itd. Na swojej liście starałem się umieścić tylko to o czym nie powinni zapomnieć maratończycy (także Ci przyszli!). Pozdrawiam i do zobaczenia w Krakowie!

PS: Jeżeli macie jakieś pomysły co jeszcze powinno się znaleźć na liście rzeczy do zabrania na maraton to piszcie - będę sukcesywnie ją uzupełniał. Razem na pewno o niczym nie zapomnimy, a przy okazji pomożemy innym.

24 kwietnia 2013

12. Cracovia Marathon tuż tuż - czas się powoli pakować

Moc jest - oby było i zdrowie!
    Kolano dzisiaj bolało! Było gorzej niż jeszcze wczoraj czy dwa dni temu! Ale koniec z tym użalaniem się! Co ma być to będzie. Lód, maści - robię co mogę, czy zda to egzamin? Przekonamy się w niedzielę.
   Dziś miałem w planach II zakres zakończony kilkoma przebieżkami. A więc dokładnie to co robię od kilku tygodni, w każdą środę. I podobnie jak w każdą środę, tak i dzisiaj, musiałem ustawić budzik na 4 rano. Jeżeli czytacie mojego bloga regularnie to, zanim to jeszcze napiszę, Wy już to wiecie. No dobra, ale niech formalności stanie się zadość - obudziłem się przed budzikiem i nie dałem szansy mu się wykazać :)
   Nie chcąc budzić Pati wymknąłem się cicho z łóżka i pół godziny później siedziałem już przy biurku z najlepszym z możliwych zestawem śniadaniowym. Jakim? Tutaj też nikogo raczej nie zaskoczę - owies + kawa.
Mam nadzieję, że w niedzielę też będę tak latał!
   Na Chełm wyruszyłem około 5:30. Po wczorajszym teście stroju startowego, dzisiaj zdecydowałem się wskoczyć w coś z treningowej garderoby (ta również się ostatnio powiększyła dzięki Pati - za co dziękuję raz jeszcze :-)). Jedyne co pozostawiłem z wczoraj to opaski, czapka i... buty. No i właśnie nie wiem czy to nie był błąd, żeby zrezygnować z dobrze amortyzujących Prawie Boost'ów na rzecz Morskich AdiTorped. Kolano bolało od pierwszego kroku i ani myślało przestać. Trudno! Ono nie zamierzało przestać, a ja tym bardziej.
Decyzję podejmę chyba dopiero w dniu startu :)
   Pierwszy kilometr poleciałem w 4:56. Gremlin w końcu przestał wariować. Mówiąc o II zakresie mam na myśli bieg w tempie około 4:40-4:20/km. Dlatego, w momencie kiedy dostałem informację, że 2. tysiączek zajął mi zaledwie 4 minuty i 25 sekund, nieco zwolniłem. Efekt był taki, że kolejnym czasem jaki wyświetlił się na ekranie mojej 305'tki były 4 minuty i 40 sekund. 
   Nie wiem czym było to spowodowane, ale strasznie nierówne miałem to dzisiejsze tempo. Może to niska temperatura, może kolano, może niewyspanie, a może coś zupełnie innego - nie mam pojęcia.
   Niemniej z każdym kolejnym kilometrem było nieco lepiej. W sumie przeleciałem 11 odcinków w średnim tempie 4:33/km. I tak, po zaledwie 50 minutach i 7 sekundach latania po Chełmie, był ponownie pod domem. Tam jeszcze szybkie 5 setek na pobudzenie. I bynajmniej nie mam na myśli płynnych setek ;)

23 kwietnia 2013

Ostatnie szlify - test stroju startowego

Jest moc, oby było i zdrowie!
   Dwa tygodnie temu, podczas wtorkowego treningu, pokonałem blisko 23 kilometry. Każdy z nich zajął mi średnio 4 minuty i 54 sekund. Siedem dni temu przeleciałem niewiele ponad 15 tysiączków z prędkością 12,02 km/h. Dzisiaj natomiast jeszcze bardziej skróciłem dystans. Otóż przebiegłem zaledwie 11,095km. Jednakże uzyskane średnie tempo na poziomie 4:02/km wyraźnie pokazuje, że to już zupełnie inne bieganie niż w ubiegłych tygodniach. Ale wróćmy do początku.
   Teraz kiedy moją jedyną intencją jest dbanie o to, żeby 28. kwietnia stanąć na starcie w pełni zdrowym zdecydowałem, że odpuszczę sobie nawet 15-20 kilometrowe treningi. W najbliższych dniach będę biegał niewiele, ale dorzucę kilka szybszych akcentów. Oczywiście nie mówię tutaj o interwałach, a raczej o przebieżkach. Chcę nieco pobudzić mięśnie, a nie je zamęczyć.
Strój startowy już przetestowany!
   Dzisiaj miałem też dodatkowo specjalne zadanie podczas treningu. Otóż wczoraj spotkała mnie miła niespodzianka. Otóż, żebym nie miał żadnych dylematów w czym pobiec , Pati uznała, że mój strój bierze na siebie. I tym oto sposobem dnia wczorajszego dostałem zupełnie nowy zestaw startowy składający się z koszulki i spodenek. Jako, że nie lubię eksperymentować podczas ważnych startów - nowy sprzęt musiałem sprawdzić podczas treningu. I tym oto sposobem latałem dzisiaj po gdańskim Chełmie w koszulce na ramiączkach i spodenkach, których praktycznie nie było widać, wywołując zaciekawienie wśród mijanych ludzi.
   Sam trening rozpocząłem około godziny 8, a więc w momencie kiedy temperatura oscylowała już wokół 10 kresek powyżej zera. W niedzielę może być naprawdę ciepło, dlatego staram się, aby te ostatnie treningi biegać o zbliżonej godzinie do tej niedzielnego startu. Mógłbym rozpoczynać trening jeszcze później, ale za bardzo lubię wstawać wcześnie rano. I tak już muszę się powstrzymywać, żeby nie wybiec wcześniej.
Bo dobra dieta to nie głodówka :)
   Po raz kolejny miałem jakieś problemy z satelitami w moim Gremlinie. Chyba po zawodach trzeba będzie go zareklamować. Po zaledwie 3 minutach i 33 sekundach biegu usłyszałem komunikat informujący mnie o pokonaniu pierwszego kilometra. Jednak wiedziałem, że co jak co, ale takiej prędkości to na pewno nie rozwinąłem. Kolejne tysiąc metrów poleciałem w 4:18, a następnie przyspieszyłem kolejno do 4:12, 4:04, 4:00. 
   Na kilometrach 6 i 7 musiałem zmierzyć się z 500-metrowym podbiegiem i dlatego czasy 4:12, 4:13 w ogóle mnie nie zdziwiły. Wcale nie oznaczały, że zwolniłem. Tym bardziej, że już kolejny tysiączek poleciałem w 241 sekund. I to by było na tyle... jeżeli chodzi o tempo wolniejsze niż 4 minuty na kilometr. Ostatnie bowiem kilometry zajęły mi odpowiednio 3:55, 3:53, 3:55. I tym oto mocniejszym akcentem zakończyłem tą część treningu.
   Mój licznik kilometrów wskazywał 11,095. Czas - 44 minuty i 42 sekundy. Śmiesznie było wyjść na tak krótki trening po tylu biegach, które często zajmowały mi zdrowo ponad godzinę. Na zakończenie zrobiłem jeszcze 5 przebieżek na dystansie 100 metrów. Pierwsze 4 poleciałem w 17 sekund, a na ostatniej przyspieszyłem o 1 sekundę.