Na skróty

11 lutego 2014

Aua jak boli! Biegać czy odpuścić?

fot. wiki-fitness.com
   Zapewne każdego z nas niejednokrotnie coś bolało - a to kolano, a to łydka, biodro czy stopa. I co zrobić w takiej sytuacji - wyjść na trening? A może lepiej odpuścić sobie bieganie?
   Zaczynając bieganie, nieco ponad 2 lata temu, spotkałem się z bardzo ciekawą opinią. Opinią, z którą po dziś dzień w pełni się zgadzam. Otóż możemy wyróżnić dwa rodzaje bólu. Pierwszy z nich to początki kontuzji bądź kontuzja. W jego przypadku kontynuowanie planu treningowego absolutnie nie wchodzi w grę. Najlepszym wyjściem jest od razu zaprzestanie jakiejkolwiek aktywności i udanie się do lekarza.

   Jednak o wiele częściej wśród biegaczy pojawia się ból, który ja zaliczam do drugiej kategorii - lekkie pobolewanie, które staje się pretekstem do odpuszczenia treningu. Czasami jest to jakieś drobne naciągnięcie, czasami są to popularne zakwasy, czasami niegroźne stłuczenie. Często jednak zdarza się, że żadnego bólu nie ma - jedynie nasza głowa wysyła nam mylne sygnały. Szczególnie na początku naszej przygody z bieganiem głowa lubi nas wprowadzać w błąd - "odpuść, przecież boli Cię stopa/kolano/biodro". Tymczasem gdyby nie zaplanowany trening to w ogóle byśmy nie zwrócili uwagi na to, że coś nam doskwiera. Nasze ciało przyzwyczaiło się do leniwego życia. A tu nagle, często z dnia na dzień, zmuszamy je do wysiłku. Nie powinniśmy się więc dziwić, że organizm się buntuje. On się w ten sposób broni. Z powodu takiego "bólu" możemy zastąpić ciężką jednostkę treningową lekkim rozbieganiem. Jednak czy warto w ogóle odpuszczać aktywność? Nie wydaje mi się.
fot. running.competitor.com
   No dobrze - mamy ból podzielony na dwie kategorie. A skąd mamy niby wiedzieć, do której z nich zaliczyć nasz aktualny problem? No i tutaj jest pies pogrzebany. Tak naprawdę sami musimy szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie - czy nasze bolące kolano to naprawdę coś poważnego czy może jednak spokojnie możemy dalej biegać? Aby trafnie klasyfikować ból niewątpliwie potrzebna jest nam znajomość własnego organizmu. A takową najlepiej zdobywa się w praktyce. Oczywiście na to potrzeba czasu, ale chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że biegacz to cierpliwe stworzenie :)
   Chciałbym zaznaczyć, że cały ten tekst oparłem na własnych doświadczeniach. Nie jestem lekarzem, fizjoterapeutą, trenerem, czy profesjonalnym sportowcem. Napisałem to na podstawie moich obserwacji, przemyśleń oraz pobolewań. Ostatnio zdałem sobie sprawę, że gdybym wychodził na trening jedynie wtedy, kiedy nic mnie nie boli, okazałoby się, że z blisko 800 przeprowadzonych do tej pory treningów, wykonałbym zaledwie 50-100. Prawie zawsze coś mnie gdzieś strzyka, coś uciska, coś kłuje. 

1 komentarz:

  1. Zgadzam się z Twoją klasyfikacją bólu. Wyjściem z rozwiązania w przypadku bólu związanego z kontuzją (np. stawu skokowego), może być inna dyscyplina nie angażująca nadto kontuzjowanego miejsca, dajmy na to pływanie :] Swoją drogą boli mnie Achilles :( -> dziś basen, a jutro "rozpoznanie bojem"! Zobaczymy :]

    OdpowiedzUsuń