W końcu! W końcu! W końcu! Po kilkunastu tygodniach kiedy jeździliśmy w mrozie, chłodzie i po lodzie nareszcie coś drgnęło w pogodzie. Znowu pojawiło się słońce. I to jakie! Cytując klasyka - pełna lampa, a biorąc pod uwagę że mamy luty to śmiało można dodać - istny upał, bo naprawdę nie pamiętam kiedy ostatnio w 7. tygodniu roku notowaliśmy 15 stopni.
Skłamię jak powiem, że nie przemknęło mi przez głowę, aby zamiast na Gravelondo polecieć na szosę. Jednak wiem, że szosy zaraz będę miał do oporu, a możliwość sprawdzenia się na tle #GraveKoni już niedługo się skończy. Bodzio ustawił wydarzenie do końca lutego, ale liczę, że jednak w marcu też pojeździmy po szutrach.







