O Harpaganie słyszałem już od dawna, ale jakoś nigdy na poważnie nie rozważałem udziału w tej imprezie. Tym bardziej, że nie jest to typowo biegowa impreza. No i jeszcze to nawigowanie...
Przeczytałem jednak jedną relację, potem kolejną, posłuchałem opisów wrażeń znajomych. Zacząłem się zastanawiać czy nie byłoby fajnie spróbować. Na wiosnę za późno się zorientowałem. Jednak jesienią byłem na bieżąco z terminami. Tyle tylko, że miałem w planach Westerplatte, później leciałem Berlin i jakoś tak nie byłem przekonany do tego Harpagana. No i pewnie kolejny raz bym odpuścił, gdyby nie Maciek Hewelt (dzięki Maciek za wszystko!). Od słowa do słowa i zapisałem się... Wcześniej tylko zadzwoniłem do Małej (siostra już od dawna czaiła się na nocne bieganie) i ustaliliśmy, że zapisujemy się na pieszą setkę. A więc zapadła decyzja - walczymy o tytuł HARPAGANA - ten przyznawany jest za ukończenie trasy mieszanej 150, rowerowej 200 i pieszej 100.






