Ostatni wpis na blogu był o tym jak dostałem motywacyjnego kopa i tak się składa, że ten dzisiejszy będzie dokładnie o tym samym. Otóż właśnie w celu dostania motywacyjnego kopa wybrałem się na gdańskiego parkruna.
W niedzielę miałem zaplanowany start w maratonie. Tymczasem naprawdę brakowało mi takiej pewności siebie przed tym biegiem. Niby realizowałem bez zarzutów plan treningowy, ale ale ale... Brakowało mi długich wybiegań. Ostatni start w Baninie pokazał, że w zasadzie postęp jest niewielki również w kwestii szybkości. Większych progresów nie miałem też na siłowni.






