Na skróty

6 listopada 2014

Nowy miesiąc - nowe metody

   Nigdy nie sądziłem, że może mi brakować biegania. Jeszcze do niedawna ganiałem tylko na w-fie, a i to głównie za karę. Przez wiele lat mogłem biegać kiedy tylko chciałem - rano, wieczorem, po południu. Czasu nigdy mi nie brakowało. Ten nie  był problemem. Problemem były chęci. W głowę się pukałem na sam widok ludzi, u których w czasie przemieszczania występowała faza lotu. Po jaką cholerę tak się męczyć i narażać własne zdrowie? 
   Jednak, jak mówił bohater jednej z książek "świat poszedł naprzód". Sporo się zmieniło. Przede wszystkim moje podejście do biegania. Chociaż truchtanie po Pępowie były złem koniecznym to z czasem naprawdę polubiłem ten sport. 
   I kiedy już wszystko dobrze się układało - BUUUM - kontuzja. Mógłbym narzekać, że biednemu zawsze wiatr w oczy. Ale czy to prawda? Czy czasem ta kontuzja to nie wynik moich zaniedbań? To co mnie teraz dopadło narastało już od długiego czasu. Pierwsze objawy pojawiły się jeszcze pod koniec ubiegłego roku. Coś z tym zrobiłem? Po co skoro mogłem biegać - biegałem. 
   Aczkolwiek teraz powiedziałem sobie - DOŚĆ! Od miesiąca nie biegam i wiele wskazuje na to, że w tym miesiącu też nie wybiegnę na biegowe ścieżki. Ale listopad dał mi nowe nadzieje. Od znajomego biegacza, Piotra Sucheni (Run Passion), dostałem namiary na lekarza, który zajmuje się terapią manualną. Skoro pomógł Suchemu to dlaczego miałby nie pomóc i mi? Wybrałem się na wizytę, zostałem dokładnie zbadany, pougniatany, ponaciskany. Okazało się, że problemów jest nieco więcej niż się spodziewałem. Jednak to co było miodem dla moich uszu to słowa: "Dwie, trzy wizyty i gro z tych problemów przejdzie do historii, a jest szansa, że i wszystkie".
   Przyznam szczerze, że w cuda nie bardzo wierzę. Ale... Na początku, kiedy już zlokalizowaliśmy wszystkie problemy, lekarz kazał mi się schylić jak najniżej. Ból pleców, ud i łydek pojawił się dość szybko. Następnie położyłem się na stole, na brzuchu. Usłyszałem: "A teraz nakłujemy kilka razy". To naprawdę nie należało do przyjemności. Paralizator przy tym to pieszczoty. Ale... EUREKA. Wstałem z fotela i coś się zmieniło! To, że mogłem się schylić to jedno. Ale jakby nieco mniej czułem pachwinę! WTF! Gość wbił mi igłę w plecy, tyłek, a mnie przestaje boleć pachwina? Do teraz jestem nieco w szoku. Ale niezaprzeczalnie pomogło mi to! 
   Dostałem też kolejny zestaw ćwiczeń do domu. Za tydzień idę na kolejną wizytę. Tyłek i plecy nie bardzo się chyba cieszą, ale jeżeli da podobne efekty to ja już nie mogę się jej doczekać!

1 komentarz:

  1. Ja nigdy nie sądziłem, że może mi go nie brakować...ostatni raz biegałem grubo ponad 3 miesiące temu i nie ciągnie mnie, no może tyci ;) Ale pozytywne efekty przerwy odczuwalne są od razu!

    OdpowiedzUsuń