Na skróty

10 czerwca 2013

Rachunki do wyrównania

Kolbudy zdobyte :) Może teraz Kościerzyna? :)
   Ci z Was, którzy w miarę regularnie czytają tego bloga na pewno pamiętają jak opisywałem swój bieg po Kaszubach, podczas którego zgubiłem trasę. Wspomniałem wtedy, że ugięły się pode mną nogi na widok znaku "Kolbudy 4". Napisałem też, że trening na trasie Gdańsk - Kolbudy - Pępowo mógłby okazać się zbyt długi. Jednak w niedzielę rano wszystko dokładnie sprawdziłem i uznałem, że najwyższa pora zapuścić się w stronę Kolbud.
   Trening zamierzałem zakończyć w Pępowie. Nie miałem zamiaru nabijać ogromnej ilości kilometrów dlatego szukałem najkrótszej drogi. Narysowałem sobie trasę, która według MapMyRun mierzyła niecałe 32 kilometry - w sam raz na niedzielne wybieganie!
Przyjaźń
   Aby zdążyć ukończyć bieg przed falą największych upałów wyruszyłem z domu pół godziny wcześniej niż zawsze, a więc około 7:30. Aczkolwiek nie skierowałem się, tak jak to robię podczas codziennych treningów, w stronę pętli tramwajowej, a poleciałem w kierunku Oruni. Bieg zacząłem od stromego zbiegu, dlatego tempo z dwóch pierwszych kilometrów może wydawać się nieco zbyt żwawe jak na wycieczkę biegową (4:50, 4:45).
   Od dłuższego czasu chodził mi po głowie pomysł, który tym razem zamierzałem zrealizować. Otóż podczas takiego latania pod Gdańskiem mijam dość sporo miejscowości. Pomyślałem więc, że fajnie byłby zrobić fotodokumentację na dowód tego, że faktycznie tam dobiegłem. Takie trochę "Veni, Vidi i zdjęcie zrobiłem" :)
Skarpetka narodowa - biało - czerwona :)
   Pierwszą miejscowością do jakiej dobiegłem były Kowale. Prawdę mówiąc to jest to niemalże dzielnica Gdańska, aczkolwiek póki co jeszcze nieoficjalna. Byłem tutaj już parokrotnie - zarówno rowerem jak i samochodem czy oczywiście biegiem.
   W zupełnie nieznane mi tereny wbiegłem dopiero za obwodnicą. Tak teraz biegając po Kaszubach dochodzę do wniosku, że są one bardzo podobne do Warmii - lekko pagórkowaty krajobraz z licznymi polami, łąkami, lasami i jeziorami. 
   Niespecjalnie się dzisiaj skupiałem na pilnowaniu tempa. Przecież nie o tempo chodzi w wybieganiach. A już na pewno nie podczas niedzielnych wycieczek biegowych realizowanych po mocnym, sobotnim bieganiu.
   Kolejną miejscowością na mojej drodze było Bąkowo. Droga nie należała do specjalnie wymagających, ani jeżeli chodzi o profil, ani jeżeli chodzi o mnogość zakrętów, rozwidleń skrzyżowań. Leciałem prosto przed siebie, by przez Lublewo, dobiec w Kolbud. De facto bardzo fajna miejscowość, a przynajmniej z wyglądu sprawiała takie wrażenie. I co najważniejsze - TESCO. Na widok tego sklepu poczułem się jak w domu :)
Za ten uśmiech mógłbym w ogień skoczyć :)
   Kiedy dobiegłem do ronda, odbiłem w stronę Żukowa. Powiem szczerze, że odcinek od Kolbud do Łapina to najtrudniejszy fragment na całej trasie! Blisko 5 kilometrów niemalże ciągle pod górę. I to nie byle jaką, do jak dla mnie przewyższenia rzędu ok. 100 metrów to już nie w kij dmuchał. Żaden ze mnie góral czy biegacz górski. Nogi dostały w solidnie w kość, a pogoda również nie ułatwiała biegu.
   Niedługo później dotarłem do skrzyżowania, na którym już kiedyś byłem. A dokładnie miało to miejsce podczas owego błądzenia po Kaszubach. Z tym, że teraz na widok tego miejsca się wręcz ucieszyłem. Znałem już dalszą drogę, wiedziałem dokładnie którędy biec i ile dokładnie dzieli mnie od końca treningu.
   Z Łapina, po przez Przyjaźń i Lniska doleciałem do Żukowa, a dalej skierowałem się w stronę Pępowa. Trening zakończyłem pod miejscowym sklepem z czasem 2:31:43. Pokonałem w sumie 32 kilometry i 8 metrów. Tym razem jednak w sklepie nie szukałem lodów czy pieczywa. Od razu skierowałem się w stronę lodówki i chwilę później sączyłem już zimną wodę. Tak - tego mi trzeba było :)

3 komentarze:

  1. I powiedz Michał czyż Kolbudy to nie jest fajna wiocha ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że fajna. Na pewno jeszcze tam zawitam :) Może w drodze to... Kościerzyny!? :) :)

      Usuń
    2. W takim razie jeśli następny raz będzie to już w lipcu (mam zamiar wykaraskać się do tego czasu z kontuzji) to daj znać wcześniej. Spróbuję dotrzymać ci tępa. Z Kolbud do Kościerzyny to już niecałe 40km :)

      Usuń